Przejdź do głównej zawartości

list do Taty


Tato!
Mój syn uwielbia muzykę, wiesz? Zresztą ja też, tak jak Ty, kiedy mogę słucham radia. Zapytałam go dziś, czy mogę mu pokazać ulubiona muzykę dziadka. I wiesz co? Spodobało mu się. Dla mnie ich twórczość jest pamiątką po Tobie, słucham i myślę o Tobie i o tych chwilach w moim życiu kiedy ich słuchałeś. O Twoim wzruszeniu, które teraz i mnie ogarnia. Ja sama nie nauczyłam się grać, wiesz. Nie potrafię tak jak Ty, chociaż tak bardzo chciałeś. Gardziłeś nutami, a ja nawet z nimi nie potrafię. Kiedyś raz zagrałam na szkolnej uroczystości, pamiętasz? Powiedziałeś mi wtedy: „Jestem z ciebie dumny”, a ja pamiętam te słowa do dziś. I prawdziwą dumę w Twoich oczach, bo zadowolić Ciebie nie było łatwo. Jakoś nigdy nie chwaliłeś. Chociaż chyba byłeś zadowolony, kiedy przynosiłam świadectwa z paskiem. Tak mi się wydawało, tak mało mówiłeś, wszystko musiałam czytać w Twoich oczach. Zawsze widziałeś gdzie jest mój szczyt, ja widziałam tylko najbliższy kawałek ścieżki. Mogłam zapytać, ale Ty byłeś taki niedostępny, zamknięty. Pamiętam nasze kłótnie o wybór studiów. Minęło już piętnaście lat, ale teraz wiem już na pewno, że muszę Cię przeprosić. Dzisiaj wiem, że wybrałabym Twój kierunek, wiesz Tato, ponieważ mi się to podoba, interesuje i dziś wiem, rozumiem, że dałabym radę. Wtedy tak mało w siebie wierzyłam, rozumiesz, tak mało było we mnie wiary, że dam radę. A dziś jestem już mądrzejsza, widzę, że źle zrobiłam. Czy mi kiedyś wybaczysz? Teraz wiem, że zawsze dostrzegałeś we mnie potencjał i możliwości, nie próbowałeś robić na złość.
Jestem szczęśliwa, Tato. Mam męża, dzieci, pracuję, mam dobry dom. A Ty? Czy byłeś z nami szczęśliwy? Myślę o Tobie ciągle i nie wiem, ciągle nie wiem. Wspominam Twoją poważną minę, zmęczone oczy, czasem uśmiechy, Twoja pracę dla nas. Nigdy nie zapytałam, nigdy nie miałam odwagi. Teraz już nie mam możliwości. Składam wspomnienia w jeden obraz a Ty ciągle wyglądasz na nim inaczej. Patrzę na zdjęcia, na płaskie obrazy, na których już nigdy nie będzie życia, na których nie ma Twojego głosu, zapachu, ciepła. Tylko Twoje oczy patrzą jak zawsze otoczone kilkoma zmarszczkami. Ciągle pamiętam dotyk Twoich włosów, po których głaskałam Cię na dobranoc i do widzenia, kiedy siedziałeś na tapczanie. Jak długo jeszcze będę pamiętać? Ile lat minie, zanim i to wspomnienie odejdzie. Słyszę jeszcze Twój głos, ale nic już do mnie nie mówisz. Chciałabym Cię o tyle spraw zapytać, poznać Twoje zdanie, zaprosić Cię do mojego domu, przywieź Ci wnuki. Dajemy radę, wiesz, my wszystkie dajemy rade, ale z Tobą byłoby nam prościej.
Żałuję, że w tych rozmowach w ostatnim czasie byłam taka naiwna. Że ciągle wierzyłam, że z nami zostaniesz. Że Ci nie powiedziałam, że bardzo Cię kocham. Że nie wyobrażam sobie, że Cię kiedyś zabraknie. Że mnie przy Tobie nie było. Tato, dzwoniłam, pamiętasz? Mama mówiła, że chyba przyjedziesz, bo trochę lepiej się czujesz. Upiekłam trzy ciasta, żeby Ci któreś smakowało. Nawet chciałam przyjechać. Ale był już wieczór, ja zmęczona, na drugi dzień do pracy, a przecież mieliśmy się zobaczyć. Cieszyłam się, że do mnie przyjedziesz. Wiesz, taka byłam głupiutka, że myślałam, że mam jeszcze czas. A Ty odszedłeś właśnie wtedy, gdy wyciągałam sernik z piekarnika. I do dziś trudno mi pojąć, że w Twojej pięknej, spokojnej twarzy nie było już wtedy w ogóle życia. Siedziałam plecami, nie mogłam patrzeć. Jakbyś się zaraz miał obudzić. I jeszcze długo w smutne noce chciałam biec zobaczyć Twoją spokojną twarz, wyryć w pamięci wszystkie Twoje zmarszczki, obejrzeć każdy włosek na wąsie, dotknąć skóry, która tak kochała słońce.
Tato, kiedyś Ci to wszystko opowiem. Ale jeszcze nie teraz. Nie teraz...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...