Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2020

listopad

  Listopad to bez wątpienia najbardziej przygnębiający miesiąc w całym roku. Do wiosny daleko, lato dawno minęło. Jesienne mieniące się w słońcu kolorowe liście zastąpiły szaro-bure, na wpół zmarznięte resztki liści pokrywające brudną trawę, ubłocone pobocza i mokre jezdnie. Dnia coraz mniej i chociaż grudzień pod tym względem bije rekordy, to przecież świąteczne dekoracje, pobłyskujące choinki sprawiają, że długie wieczory są naprawdę urocze. A listopad niczym takim nie może się pochwalić. Świecą się znicze na grobach bliskich, ale w żadnym razie nie można ich nazwać pokrzepiającymi i uroczymi. Być może jest w nich dostojne piękno, ale dość poważne i smutne bardziej, niż wesołe. Nagie drzewa smagają wilgotnymi wichrami, przenikającymi ciepłe swetry i wnikające do ciała aż do szpiku kości. Wiatr w nich nie szumi a jedynie gwiżdże i przywodzi na myśl złowróżbne zawodzenie. Wszechobecna wilgoć zamienia się co jakiś czas w mżawkę, deszcz, ulewę, zamieniając trawniki w grząskie mo...

Dziękuję Ci Boże

Dziękuję Ci Boże za mój mały dom, w którym nikt nie ma swojego pokoju. W którym siedzimy sobie na głowie całymi dniami. W którym nikt nie może się schować przed resztą rodziny. Dziękuję Ci Boże za mój stół kuchenny, który muszę sprzątać kilka razy dziennie. Z okruszków chleba, kilku kropel rosołu, plamy z kredki i śladu ołówka. Na którym wytarł się kolor od szurania talerzami. Dziękuję Ci Boże za brudne talerze, garnki, sztućce i szklanki. Za działającą ciągle lodówkę. Za różne zapachy i przypalony piekarnik.  Dziękuję Ci Boże za hałas nieznośny. Za to, że nie mogę spokojnie obejrzeć serialu. Że muzykę ciągle zagłusza czyjś głos. Za śmiechy radosne, dziecięce. Za to, że nie starcza mi cierpliwości. Dziękuję Ci Boże za wysokie rachunki. Za nadmiar sprzętów, bogactwo przedmiotów. Za to, że mi się większość nie mieści do szafek. Za porozrzucane wszędzie zabawki. Za sukienki, w których nie mam ochoty już chodzić.  Dziękuję Ci Boże za pełne worki liści i trawy. Za zalegające wszędz...

Boję się

 Boję się... zmęczonych cierpieniem oczu kochanej osoby płaczu dziecka w nocy smutku zamkniętych domów strachu mundurowej rzeczywistości niepewności zwariowanych decyzji wdzierania się siłą do mojego życia decydowania za mnie, o tym co najlepsze bezsilności wobec okrucieństwa wojny bez strzałów i ognia namierzających mnie satelitów czytających w ukryciu i bez kontekstu lepiej wiedzących okrutnych dnia, w którym nie będzie po co wstawać z łóżka dzieciństwa nie beztroskiego świata jakim jest

Kochana kruszynko

 Moja mała kruszynko, która mi spadłaś z nieba, moja ukochana dziecinko, która przyszłaś na świat wczoraj.... Dokąd pędzisz? Gdzie Ci tak spieszno? Wczoraj pod moim sercem był twój cały świat, dzisiaj wszędzie Ci ciasno, mierzysz za horyzont. Wczoraj byłaś maleńką miłością na wydruku z USG, dziś Twoje fotografie zdobią wszystkie półki. Wtulałaś głowę w moje piersi, dziś niezależność bije z Twojej twarzy. Moje kolana coraz Ci za małe a ramiona przyciasne. Codziennie zaskakujesz mnie nowa głoską, słowem, zdaniem, zmyślnym zapytaniem. Coraz więcej chcesz wiedzieć i więcej potrafić. Twojej odwagi starczy na oddział specjalny, Twojej hardości na pięciu Janosików. Pudła zapełniają Twoje przyciasne sweterki, przykrótkie spodenki, które ledwie wczoraj kupiłam. Na obiad coraz większy talerz, a przecież moje piersi pamiętają jeszcze smak Twoich usteczek. Wciąż nie mogę Ci się nadziwić, nie wiem gdzie mi umknęły wszystkie chwile pomiędzy dziś a wczoraj. A przecież stoję tuż obok, wciąż czuj...

pieskie życie

Pamiętam tę czerwcową niedzielę, spędzaną na punkcie ksero w jednej z filii Uniwersytetu Śląskiego. Dłużyła się, jak każda w tym miejscu, przerywana niezliczoną ilością sms-ów wymienianych z moim przyszłym mężem. Rozmowa o psie już była, w sumie żaden konkret, jedynie tyle, że oboje byśmy chcieli. A tu nagle pytanie: sąsiadka ma małe owczarki, chcemy? W dobie telefonów na kartę rozmowa mojego narzeczonego z sąsiadką kosztowała pięć złotych. I do dziś żartujemy, że tyle nas właśnie kosztował nasz piesek. Przyjechała do mojego domu czarna kuleczka ze słodziutką mordeczką, opadającymi uszkami i zadziornym charakterem. Podbiła serca nas wszystkich, szczególnie mojego taty, z którym, pod moją nieobecność, spędzała całe dnie. Wkrótce, zaraz po naszym ślubie dwa miesiące później, zamieszkała z nami w nowym miejscu. Przebywała z nami w domu będąc spokojnym i ułożonym psem, ale przecież niepozbawionym żywiołowości. Zjadła kilka butów i zabawek, zniszczyła parę dywaników. Obrażała się i miała mu...

ON

Pojawił się w moim życiu dość nagle, zupełnie nieoczekiwanie i bez żadnego zaproszenia. Nie w wyniku przypadku, a w skutek pewnych skrytych porozumień. Wszedł do mojego serca wypełniając jego dużą część swoimi niebieskimi oczami, pięknym uśmiechem i złotymi włosami. Nieopatrznie wyrzucony z niego czekał u jego drzwi jak wierny pies. Zawsze niezmienny w uczuciach, wierny swoim deklaracjom. Zakochany chyba na zabój, o ile wolno mi to oceniać. Zaopiekował się lalką z porcelany, z potłuczoną sukienką. Pokleił, odnowił i nie przestał powtarzać, że jest tyle warta co idealne figurki. Zawsze ciężko pracuje. Nigdy wiele nie mówi, no prawie. Czasem wymyśli pyszną kolację. Od niedawna nie pyta, w jakim kubku chcę kawę. Uwielbia świeże bułeczki, mleczną czekoladę bez dodatków i pija mleko z kawą. Zawsze uważny, wyczulony, tak wiele zachowuje w pamięci, że aż mnie czasem zawstydza. Moja złota rybka spełniająca marzenia. Surowy sędzia nieprzemyślanych decyzji. Czuły opiekun. Zawsze blisko, choć cza...

zapachy domu

Godzina dziesiąta to odpowiednia pora na przedpołudniową kawę. Biorę elektryczny młynek i wsypuję porcję ziaren do środka. Kilka chwil i już czuję ten uzależniający, lekko kwaskowy zapach kawy. Włączam ekspres i po chwili jej aromat rozlewa się po całym mieszkaniu. Zapach kawy jest jednym z moich ulubionych, jest kotwicą, gdziekolwiek jestem zapach kawy sprawia, że zaczynam czuć się dobrze. Jak w domu. Każdy dom ma swój specyficzny zapach. Ktoś taki jak ja, który odwiedza kilka domów w tygodniu i spędza w nich po kilka godzin, jest tego wyjątkowo świadomy. Zapachy tworzą energię domu, jego ducha, tożsamość. Zastanawiam się, czym pachnie mój dom. Całym bukietem zapachów. Począwszy od słodkawego, lekko mdlącego zapachu suchej karmy dla psa. Od razu na wejście, pomieszany z ciepłym, charakterystycznym zapachem jej sierści, który uwielbiam. Wilgotno-chłodny zapach kamienia z piwnicy. Duszny, lekko wpadający w kurz zapach nagrzanych od dachu desek w gorące, słoneczne dni. A dziś, gdy pada, ...

Tonąc

Nie mam już chyba dość sił, aby brnąć dalej. Zbyt jestem zmęczona i przygniata mnie ciężar ponad siły. Życie jest dla mnie za trudne, za ciężkie, by dać mu rady. Samo wstanie z łóżka już przecież tak bardzo boli. Setki codziennych czynności, od których mdleją mi ręce. Trzeba się przecież odzywać, a to nadludzki wysiłek. Czuję że brak mi tchu już po pierwszym wyrazie. Słowa nie układają się wcale, z trudem znajduje ich sens. Wypadam z domu dla samotności, ale przeciez nie jestem sama. Odpowiedzialność mnie trochę przerasta. Brak sił na codzienność, irytacja i złości, które przecież tak bardzo wyczerpują. Nie zasłużyli na to. Nie oni. Oddaliłam się w swoim cierpieniu. Zanużyłam w swój ból i myślenie o nim. Pochłonęły mnie czarne wizje, jak gęsta lepiącą smoła. A oni ciągle są obok. Czujni, wrażliwi, łaknący dobra. Zepsuta maszyna zgrzyta i trzeszczy. W swojej głupocie, nerwach i uporze, popełniam milion kolejnych błędów. Odtrącam, warczę, staje się potworem, nienawidząc siebie z każdą ch...

Przyciasny świat

Przyciasne mi to życie, jak źle dobrany żakiet. Uwiera mnie i pije, ściska płuca w zbyt wąskim rozmiarze. Boję się, że gdy mocniej odetchnę, pęknie i rozpadnie się na kawałki. W głowie nagle pustka, echo odbija się od wysokiego sklepienia, na podłodze skrawki dawniejszej świetności, po kątach majaczą cudze wspomnienia. Ktoś mi je wmawia, tłumaczy, że moje, patrzę z ukosa i jakoś nie poznaję. Nic już nie wiem, nie potrafię sobie przypomnieć. Smutno mi jakoś na widok listka, który przedwcześnie opadł z brzoskwini. Smuci mnie jego czerwony kolor i zakończone tak nagle życie. Słońce mnie drażni swoją wesołością, swoim blaskiem, na który nie sposób patrzeć. Wdziera się do mnie przez najmniejszą szparę, łaskocze w stopy, ogrzewa ramiona i wybarwia włosy. Nie pyta zupełnie, czy ja mam ochotę. A ja wolę oglądać je nocą , w odbiciu miliarda gwiazd na nieboskłonie, w cichym księżycu sunącym po niebie. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje, że wolę. Tak gdzieś napisałam i się tego trzymam. Łatwie...

Nie proszę o więcej

Nie pytaj. Nie oczekuj odpowiedzi. Milczenie przynosi ukojenie. Czasem najlepszym sposobem, aby coś powiedzieć, Jest nic nie mówić. Nie każ  mi wstawać. Za bardzo boli kolejny upadek. Nie podnoś mnie, jeśli nie chcesz trzymać. Każdy siniak na moim ciele to przecież osobna Historia upadku. Nie walcz  już ze mną. Nie podniosę rękawicy. Dawno złożyłam broń. Moja zbroja rozpadła się na kawałki Obnażając moje słabości. Ale nie odchodź. Nie kop leżącej. Nie zostawiaj przegranej. Odwróć tylko wzrok, nie mogę patrzeć Na Twoją pogardę. Nie wyśmiewaj. Nie każ łzom płynąć. Nie oskarżaj o brak dystansu. Zapomniałam już jak się śmiać Z samej siebie. Zanuć piosenkę. Naszą ulubioną. Niech ukoją nas znajome dźwięki. Źli ludzie przecież nigdy  Nie śpiewają. Odwołaj kolejny świt. Skaż słońce na wieczną banicję. Pozwól się schować w miękkiej pościeli. Niech wyśnię sobie życie, w którym będę Szczęśliwa. Otwórz kolejne wino. Upijmy się do nieprzytomności. Wyzwólmy umysł od ciągłego myślenia, ...

Lipna historia

Każdy ma jakieś wakacyjne wspomnienia. Ja miałam to szczęście, że jeździłam na kolonie organizowane przez zakład pracy mojego taty. Co dziwne, jednak nie te wakacje wspominam najmilej, a te spędzone w domu z dziadkami . Żadna anegdota w moim życiu nie pochodzi z tych wakacyjnych wyjazdów, jak gdyby w ogóle mi się nie przytrafiły. Najcudniej mi było w domu przy lesie, na gospodarstwie, na łąkach, na polu, wśród zwierząt, blisko natury.  Mój dom rodzinny graniczy z lasem i w czas mojego nastoletniego życia było to moje największe szczęście. Mogłam pójść  w zupełnie ciche, spokojne i niby obce miejsce, w sumie o dwa kroki od domu. Na skraju tego lasu rosła , i rośnie do dzi ś, ogromna lipa. Taka.jak u Kochanowskiego jak sądzę. Pod tą lipą było tak cudownie, było tak spokojnie, a latem pachniała obłędnie! Było tam jak w niebie,  postanowiłam więc zrobić małą ławeczkę, żeby móc sobie pod tą lipą siedzieć i cieszyć się tym pięknem . Miałam wtedy kilkanaście lat, z nac...

Pukając do nieba bram

Być może nikt nie był zdziwiony, chyba każdy spodziewał się Jej odejścia. Jej udręczona twarz i bezwładne ciało bezlitośnie uświadamiały nas w ulotności tlącego się jeszcze w Niej życia. Ja w ostatnie dwa dni spodziewałam się może najbardziej, w końcu sama odprowadziłam Ją na lepszy świat. Sen był wyraźny, prawdziwy, a każdy jego szczegół pamiętam do dziś. Przyjechałam po Nią dużym czarnym samochodem. Doskonale wiedzieliśmy , że to Jej ostatnia podróż, z której już do nas nie wróci. I to ja miałam być Jej przewodnikiem. Mama usadowiła Ją na tylnym siedzeniu, a do bagażnika spakowała Jej wózek inwalidzki. Jechałyśmy długo, krętymi drogami pośród pustych łąk, dolin, pojedyńczych domów.  Z czasem, przy całkiem wyludnionej okolicy przejechałyśmy drewniany mostek nad niewielką , intensywnie niebieską rzeką. Dojechałyśmy na miejsce. Blade, niebieskie niebo nie zakrywała najmniejsza chmurka, a słońce świeciło dając przyjemne cieplo. Pośród soczystości zielonych łąk, złotych łanów zbo...

... miałam piękny sen

Miałam dziś piękny sen. W tym śnie byłam kobietą. Nie taką jednak, która chodzi w domestosowych spodniach. Taką prawdziwą, ze smukłą dłonią, pięknym uśmiechem, pachnąca zmysłowo. Prawdziwą, pewną siebie i śmiałą. Był w tym śnie mężczyzna, chyba przystojny choć nie widziałam twarzy. Tańczyliśmy razem. Rozmawialiśmy. Oddaleni od siebie szukaliśmy się wzrokiem. Czułam się dobrze, jak nigdy wcześniej. Swobodnie w tańcu i w rozmowie. Bezpiecznie. Ciepło. Elektryzująco. Spokojnie cieszyłam się każdą chwilą, czułam przecież, że nie muszę walczyć, nikogo udawać, rozmyślać nad każdym ruchem, wciągać brzucha i martwić się co będzie, jeśli zechce poznać mnie bliżej. W tym śnie byłam piękna, tym piękniejsza, że w pełni tego świadoma. Chciałam przyjemniej bliskości, zupełnie bezstresowej, bez kompleksów. Chciałam, aby z tego rozelektryzowanego powietrza między nami wyłoniła się potężna burza pożądania, miłości, emocji i przyjemności. Zwlekałam jednak zbyt długo... Wczesny letni świt, zazdrosny o mó...

Wyszłam z siebie, zaraz wracam

Ogólnie coś mi się popsuło. Świat nie wydawał mi się dobrym miejscem na życie. Na nic innego zresztą też nie. Bolało mnie każde wspomnienie. Słowa nie mówiły tego, co chciałam. Demony powyłaziły ze swoich lochów i urządziły sobie imprezę życia w mojej biednej, pustej głowie. Każdy krok robiłam w złą stronę, poczucie winy przygniatało mi barki. Chciałam gdzieś uciec, schować się, przeczekać, ale gabaryty trochę mi to utrudniły. Nie mogłam nadążyć za sobą, za życiem. W połowie wyścigu zmieniłam kierunek. I tak ciągle tylko oglądałam wszystkich plecy. Usiadłam na boku bez pomysłu co dalej. Męczyła mnie konieczność mówienia do innych, zresztą nikt nie słuchał tego, co chciałabym powiedzieć.  Zatapiając się w sobie, w swych smutkach i żalach, rozdrapywanych na nowo ranach, niespełnionych ambicjach i porzuconych marzeniach, poczułam na sobie silną dłoń  ratunku. Skuszona wizją życia bez przykrości codziennie przyjmowałam małą dawkę szczęścia, szczyptę snów pogodnych i łyżkę spokoju....

Kochany Tato!

Tato! Minął kolejny rok bez Ciebie. Bez Twoich odwiedzin, zapewne rzadkich, ale jednak. Bez Twoich ironicznych uwag, bardzo częstych. Bez wzniesionego z Tobą toastu. Bez zaśpiewanej wspólnie piosenki. Keyboard się kurzy w kącie za szafą, tęskni do Twoich muzykalnych palców. Zrobiłam kilka rzeczy nie zapytawszy Cię o zdanie i zupełnie bez Twojej pomocy. Nie popatrzyłam w roześmiany oczy, kiedy popełniłam kolejny wygłup. I brakuje mi Ciebie gładzącego wąsy, siedzącego cicho na ławce na placu. Brakuje mi pod palcami Twojej gęstej czupryny, którą głaskałam żegnając się z Tobą. Brakuje mi w ten dzień żelaznego uścisku, kiedy Ci składałam błahe życzenia. Choć były szczere, choć z głębi serca, to nigdy żadne z nich się nie spełniło...  Brakuje mi wspólnego oglądania kabaretów, z Twoim krótkim śmiechem i wesołością w oczach. Wspólnego oglądania filmów późno w nocy, na których czasem przymykałeś oczy. I Euro i Mundialu, chociaż tak na co dzień żadne z nas się piłką nie interesowało. Odgadyw...

Wciąż tacy sami

Świat się skurczył, zmniejszył, Na niebie tylko obłoki. Podróże odłożone na później, Horyzont nie taki daleki. Długie godziny razem I milion zbędnych rzeczy. Zapasy tego , co nieprzydatne, Deficyt zdrowego rozsądku. Strachu na kilogramy na każdym kroku, Dobrych rad nikt nie sprzedaje. Można żyć bez kina, kawiarni, Można bez błahych spraw. Można odbyć odłożone rozmowy, Dokończyć zaczęte kłótnie. Zmiana na inne nie znaczy na gorsze, Można przywyknąć na dłuższy czas. Normalność nabiera nowego znaczenia, Do czego chcemy wracać? Za kim tęsknimy, a kto nam balastem, Czy droższa galeria, czy własna rodzina? Gdzie leży prawda i kto ją udźwignie? Jak osądzą nas przyszłe wieki? Czy świat się zatrzymał, jak wszyscy mówią, Czy może jednak wciąż pędzi dalej, Tam gdzie nie sięga nasza percepcja, Tam gdzie się zyski liczą w bilionach, Gdzie tworzą prawdę na własny użytek, Gdzie się kreuje świat i rzeczywistość. Dziecko się śmieje wciąż śmiechem niewinnym, Serce kochane...

Nasza melodia

Porwała nas dziś ta nieznana melodia. Twoja ręka na moich plecach, Lekki uścisk dłoni i oddech na szyi. Prowadzisz mnie delikatnie i pewnie zarazem, Nie gubię kroków, nie mylę tempa. Podążam za Tobą, płynę w Twych ramionach. Muzyka mnie wypełnia, przenika do kości. Każde uderzenie perkusji kieruje ma stopą, Każda struna gitary wypełnia mi biodra, Wszystkie wyśpiewane emocje w szybszym oddechu. Osnuta Twoim ciepłem pachnącym perfumem, Owiana melodią jak ciepłym wiatrem, Czując na skórze rozedrgane powietrze, Zamykam oczy i otwieram duszę. Moja ufność zamknięta w Twojej dłoni, Moja miłość w naszej bliskości, Nasze poranione serca bijące jednym taktem, Nasze oddechy zmieszane w jeden, Twoja siła, którą czuję pod napiętą koszulą, Twoje bezpieczne ramiona , do których zawsze mogę wrócić. Kołysze nas ta melodia, każda jej nuta, Uspokaja emocje, łączy nas podświadomie. Intymność wystawiona na widok publiczny, Tylko nas dwoje pośród tego tłumu. Tylko my i nasza melod...

Gdybym była

Gdybym miała być stokrotką, jakich miliony są na świecie, Chciałabym jedną być z najwyższych i w niebo sięgać ranną rosą. Gdybym wróbelkiem miała być malutkim, którego każdy lekceważy, To chciałabym srebrzystym głosem na najpiękniejszej śpiewać akacji. Gdybym zaś miała być nasionkiem, które wiatr niesie daleko, Chciałabym upaść na żyznej ziemi i wyrosnąć ze wszystkich największą. Gdybym na oceanie kroplą była, co morska bryza porywa nagle, Chciałabym na policzek upaść komuś, kto serce ma nieskalane. Gdybym wiatrem była stworzona, niebieskie niebo miała za brata, Chciałabym z oczu łzę osuszyć u najsmutniejszego dziecka świata. Gdybym ziarenkiem piasku była, na bezkresach gorącej Sahary, Chciałabym na najwyższej zaspie spoglądać w oczy srebrzystym gwiazdom. Gdybym literką była w książce, nawet w najbardziej opasłym tomie Chciałabym być tą, od której zaczyna się najpiękniejsze zdanie. I nawet gwiazdą na firmamencie mogłabym być szczęśliwą, Bo każdej nocy mogłabym błyszczeć,...

ziemniaczane story

Wiosna już pełną parą, więc jakoś też tak naturalnie wracam pamięcią do wiosen w mojej rodzinnej wsi, do naszego małego gospodarstwa, które przez sporą część czasu kręciło się wokół ziemniaków. Wiadomo, ważne były dla nas, ważne dla gawiedzi, dla sąsiadów, którzy czasem przychodzili po worek czy dwa. Kartofli musiało być dużo, musiały być swoje i musiały od zasadzenia dotrwać do wykopania. O tym wszystkim ta przydługawa historia. Dla dziadka punktem honoru było zapewnienie naszej rodzinie takiej ilości ziemniaków na jesień, żeby do pierwszych zbiorów nie trzeba było kupować. Wprawdzie najczęściej późną wiosną i tak kupowaliśmy już je na targu, a te które ewentualnie zostały – pomarszczone do granic przyzwoitości – zostawialiśmy zwierzętom. Czynników powodzenia było wiele, w tym zupełnie od nas niezależne, jak pogoda, ale dziadek przy udziale nas wszystkich dokładał wszelkich starań, aby zimą spać spokojnie. Pierwszym etapem po spokojnej zimie, było solidne odżywienie zaspanej i...

Moje ideały

Zmęczona jestem szukaniem ideałów. Odległe ode mnie jak najdalsza gwiazda, Życia nie starczy, żeby to dogonić. Ich blask oślepia, że nie sposób się przyjrzeć, Ale i bez tego wiem, że nie dam rady. Ręce mam nie te i głowa nie taka, Za ciasne horyzonty i kiepskie maniery. Wiedzy mi nie starcza, ciała mi nadbywa, Brak mi też odwagi, by się mierzyć z cudem. Skłoniłam nisko głowę, pochyliłam kark, Uznałam pokornie ich wyższość nade mną. Czasem trzeba się pokłuć prawdą w oczy I przegnać złe duchy marzeń jej świętością. Nie każdy przecież może być wspaniały, I ci przeciętni przecież są potrzebni. Na naszym tle ich piękno bardziej błyszczy, Ich wyjątkowość rzuca się w oczy. Moja bylejakość szarzeje i blednie Zatapiając się w tło mas niezliczonych. Ile nas już było i ile jeszcze będzie? Nie napisze o nas żaden biografista, Nie pozostanie po nas żaden ślad na przyszłość. Mała, szara mogiła i skromny pomnik W czwartym rzędzie pod dumnie stojącym świerkiem. Z czasem przesta...

...a po burzy słońce

Świat się zatrzymał, ludzie się zatrzymali, stanęły sklepy, galerie , kina, restauracje.  A życie idzie dalej . Czas nie stoi w miejscu. Kolejna pętla wokół Słońca przynosi kolejne święta, kolejną wiosnę, kolejne pierwsze kwiaty , pierwsze pąki na drzewach. Dzieci tak samo jak w zeszłym roku cieszą się z zajączkowych prezentów , uśmiechają się tak samo jak przed pandemią, cieszą się ze słodyczy , mają ochotę na zabawę, najbardziej na świecie pragną bliskości swoich rodziców. Nie potrzebują do tego pandemii, ograniczenia wolności , obostrzeń związanych z przemieszczaniem się i komunikowania tego na Facebooku w formie łzawych postów. Tak samo przyleciały pierwsze wiosenne ptaki, tak samo jak rok temu o świcie budzą mnie hałaśliwe kosy, tak samo jak w zeszłym roku na brzoskwini pojawiły się pierwsze pączki . Tak samo jak w zeszłym roku wyrosła zielona trawa. Czas płynie nieubłaganie, życie zatacza swój kolejny cykl , a natura nie przejmuję się tym, co trapi człowieka. Mówimy...

Już tam nie ma Cię

Mam czyste nogi, bo mi je obmyłeś, I brzuch mam syty po wspólnej wieczerzy, I wyspana jestem po wspólnym czuwaniu, Bo miłość moja do Ciebie wciąż niedoskonała. Sprzedałam Ciebie za parę srebrników, Wyrzekłam się Ciebie i wstyd mnie ogarnął, W Twej drodze na górę nieść Ci nie pomogłam I nie stałam odważnie kilka godzin przy krzyżu. Słowa moje ranią jak miecz obosieczny I zmęczona sobą szukam sensu życia. Bez wiary że cokolwiek tu znaczę, Bez nadziei że cokolwiek będę Ukochałam w sobie tylko smutek szary. A Ty mi całe życie wisisz przed oczami, Rozpostarte ręce, pochylona głowa. Rodzisz się człowiekiem, umierasz człowiekiem, A przecież cały należysz do Boga. Spoglądam w Twoją stronę, niepewna reakcji, Tak wiele chcę powiedzieć, a Ty już wszystko wiesz. I mimo wszystkich lęków, mimo wielu łez, Przybiegam znów do grobu, lecz.... już tam nie ma Cię.

i Jezus też się bał...

Zewsząd spoziera statystyka, liczby wyrażane w dziesiątkach i setkach tysięcy, niezliczone odmiany dobrych rad i "eksperckich" wypowiedzi. Epidemia. Pandemia. Strachu, niepewności, lęku, wreszcie wirusa. Wirusa który bardzie niż płuca zatruwa serca wszystkich ludzi na całym świecie. Zasiewa zwątpienie, chęć odosobnienia, zamyka nas w domach, w kokonach bezpiecznej izolacji od rzeczywistości. Sączy się w nas kolorowym strumieniem telewizyjnych przekazów, inspirowanych chęcią sprzedania sensacji, jakiej w naszym życiu nie było od jakichś dziesięcioleci. Wgryza się w nas świdrującym poczuciem zagrożenia, najgorszego jakie znamy - chorobą i śmiercią. Strach jest dla ludzi czynnikiem ratującym życie, a - ponoć - lenistwo, matką wynalazków. Strach kazał naszym przodkom uciekać przed tygrysem, strach pomaga uniknąć wielu groźnych sytuacji. Instynktowny i najbardziej pierwotny odruch, kiedy stykamy się z nieznanym.  Przesadny i paraliżujący pozbawia zdolności właściwej oceny sytuacji...

Rola życia

Czy możemy zacząć jeszcze raz? To przedstawienie mi nie wyszło. Wolałabym zacząć go jeszcze raz. Przyjdę na każdą próbę, nie będę improwizować. Będę się trzymać scenariusza, niczego nie dodam od siebie. Przemyślę każdą kwestię, aby brzmiała prawdziwie, postaram się o poprawny akcent i nie pogubię końcówek. Pójdę do charakteryzacji, zażądam najładniejszej twarzy, złocistych włosów i szczupłej sylwetki. Dodam trochę uroku i szczyptę inteligencji. Wybiorę najładniejsze stroje, szyte specjalnie dla mnie. Niczego nie będę udawać, nie zostawię miejsca dla sztucznych emocji. Pójdę na całość za drugim razem, nie mam zamiaru siebie oszczędzać. Zmieńmy tylko reżysera. Ten mi nie przypadł do gustu.  Jakiś reżyser z pasją, z którym się nie będę kłócić. Fabuła nieciekawa, żadnych zwrotów akcji, dialogi oklepane, ogólnie wieje nudą. Może dodać dramaturgii, może więcej romansu?  Może inna sceneria, może inny klimat? Inni aktorzy świetni , a moja rola beznadziejna. Tego, co teraz gramy, ...