Przejdź do głównej zawartości

Kochany Tato!

Tato!

Minął kolejny rok bez Ciebie. Bez Twoich odwiedzin, zapewne rzadkich, ale jednak. Bez Twoich ironicznych uwag, bardzo częstych. Bez wzniesionego z Tobą toastu. Bez zaśpiewanej wspólnie piosenki. Keyboard się kurzy w kącie za szafą, tęskni do Twoich muzykalnych palców. Zrobiłam kilka rzeczy nie zapytawszy Cię o zdanie i zupełnie bez Twojej pomocy. Nie popatrzyłam w roześmiany oczy, kiedy popełniłam kolejny wygłup. I brakuje mi Ciebie gładzącego wąsy, siedzącego cicho na ławce na placu. Brakuje mi pod palcami Twojej gęstej czupryny, którą głaskałam żegnając się z Tobą. Brakuje mi w ten dzień żelaznego uścisku, kiedy Ci składałam błahe życzenia. Choć były szczere, choć z głębi serca, to nigdy żadne z nich się nie spełniło... 
Brakuje mi wspólnego oglądania kabaretów, z Twoim krótkim śmiechem i wesołością w oczach. Wspólnego oglądania filmów późno w nocy, na których czasem przymykałeś oczy. I Euro i Mundialu, chociaż tak na co dzień żadne z nas się piłką nie interesowało. Odgadywania Twoich myśli zaledwie po westchnięciach, czasem wspólnej pracy, czasem kłócenia. 
Twoje wnuki wciąż rosną i poznają Cię na zdjęciach. Wiedzą, że byłeś. Podają Cię w liście gości na dzień dziadka w przedszkolu. Najmłodsza deklaruje, że Cię bardzo lubi i ja tym razem wierzę jej na słowo.
Świadoma swego szaleństwa, piszę rozdrapując rany. Wciąż jeszcze bym mogła pobiec rozkopać mogiłę, gdyby  mnie w ryzach nie trzymała normalność. Złościłam się na Ciebie milion razy w życiu. Czasem nienawidziłam tak mocno, jak kochałam. Zbyt wielu spraw nie rozumiałam, o zbyt wielu nie chciałeś po prostu rozmawiać. Ale czekam. Wspominam, patrząc w Twoje oczy na kolorowych zdjęciach. To wszystko kiedyś minie, siądziemy na ławce, opowiem Ci o wszystkim co było bez Ciebie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...