Przejdź do głównej zawartości

Kochana kruszynko

 Moja mała kruszynko, która mi spadłaś z nieba, moja ukochana dziecinko, która przyszłaś na świat wczoraj.... Dokąd pędzisz? Gdzie Ci tak spieszno? Wczoraj pod moim sercem był twój cały świat, dzisiaj wszędzie Ci ciasno, mierzysz za horyzont. Wczoraj byłaś maleńką miłością na wydruku z USG, dziś Twoje fotografie zdobią wszystkie półki. Wtulałaś głowę w moje piersi, dziś niezależność bije z Twojej twarzy. Moje kolana coraz Ci za małe a ramiona przyciasne. Codziennie zaskakujesz mnie nowa głoską, słowem, zdaniem, zmyślnym zapytaniem. Coraz więcej chcesz wiedzieć i więcej potrafić. Twojej odwagi starczy na oddział specjalny, Twojej hardości na pięciu Janosików. Pudła zapełniają Twoje przyciasne sweterki, przykrótkie spodenki, które ledwie wczoraj kupiłam. Na obiad coraz większy talerz, a przecież moje piersi pamiętają jeszcze smak Twoich usteczek. Wciąż nie mogę Ci się nadziwić, nie wiem gdzie mi umknęły wszystkie chwile pomiędzy dziś a wczoraj. A przecież stoję tuż obok, wciąż czujna na każdy Twój ruch. A Ty pędzisz tak szybko, ledwie zdążę Ci przygotować miejsce a Ty uciekniesz stąd, w inne ramiona i inne serce. Jednak na razie, jeszcze przed chwilę, zaspana wtulasz we mnie twarz, szukasz mojej ręki na zbyt stromych schodach, przybiegasz z każdym małym smuteczkiem, wspinasz się na kolana gdy tylko usiądę. Nie jestem Ci za stara, za sztywna, zbyt zasadnicza i nudna. Wciąż jeszcze się śmiejesz z króciutkich wierszyków, wciąż masz łaskotki i śmiejesz się do rozpuku. Zostań. Wyjmij baterie z zegarów, zatrzymaj czas. Nie biegnij w dorosłość. Znajdź chwilę w swoim zajętym małym życiu, usiądź i pozwól być obok. Pozwól się przypatrzeć, zapamiętać na zawsze. Twoje roześmiane oczy, ząbki jak perełki, maleńki nosek i czyste jak niebo oczy. Pozwól mi wdychać zapach Twoich włosów, ocierać łzy z Twojej twarzy, pocieszać Cię i tulić, nim zacznie robić to ktoś inny. 

Zostań. Nie biegnij tak... 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...