Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wielka Artystka

 Znam wielką artystkę.  Poznałam ją w dresie i bez makijażu stojącą pod szkołą w oczekiwaniu na córkę. Ot, zwyczajna mama jakich wiele. Zawsze zaangażowana, czy to w klasową wigilię, czy w pieczenie babeczek, czy zabawy andrzejkowe dla pierwszej klasy. Ślązaczka z krwi i kości. Nie tylko dlatego, że tu się urodziła i wychowała, ale głównie dlatego, że w jej sercu goszczą wartości bliskie każdemu Ślązakowi. Dłuższy czas znałam ją tylko jako kobietę podobną do mnie, która stara się jak najlepiej wychować dzieci, zrobić zakupy, ogarnąć dom i przy tym wszystkim nie zwariować.  Później poznałam drugą Martynę. Taką, która przekonana o własnej artystycznej wartości, talencie i zdolnościach, przy tym bez krzty zarozumialstwa czy pychy wychodzi na scenę. Patrzę na nią i podziwiam za jej pewność siebie, odwagę, swobodę i naturalność. Osobiście czuje w sobie wielki niedosyt tych cech. A ona w swoim otoczeniu tworzy z kilkorgiem przyjaciół zespół, który jest tak samo niepowtarzalny ...

Może

 Może nie widać wciąż moich starań,  może wysiłki są nadaremne,  może mi już nie wychodzi ochota, Może zmęczenie zdobywa przewagę, Może siadłam sobie w kąciku, Zapłakałam cicho nad sobą, Złożyłam ręce w poddańczym geście, Zrezygnowałam z walki o wszystko. Może gubię się po raz setny, Może kompas pogubił kierunki, Może się chwieje moja pewność siebie, Może odwagi zaczyna brakować ,  Może się śmieje ze mnie przypadek, Że wpadam wciąż w jego okropne pułapki, Że nieporadnie wyciągam wciąż rękę W nadziei gasnącej, że mnie ktoś złapie. Może nie umiem w te wszystkie gierki, Może jestem zbyt prosta i głupia, Może za szczera w uczuciach i słowach, Może kłamstwami zdobywam odwagę, Może nie umiem powiedzieć nic na głos, Przelewam prawdę na kilobajty, Podaję na tacy szyfr do mojej duszy, Wydając się przy tym na biczowanie. Może nie potrafię uwierzyć na słowo, Może i czyny nie są mi dowodem, Może moja wiara za bardzo się chyli, Może nie uwierzę w nic i nikomu, Może już na zawsze ...

Mikołaj

 Pamiętacie swoje najbardziej niezwykłe wizyty Mikołaja?? W ogóle Jego wizyty? Ja miałam to szczęście, że do mnie kilka razy przyszedł. O szczegółach za chwilę, ale pomyślałam o tym dziś, kiedy staram się po cichu przygotować dzieciom niespodzianki, że miałam naprawdę szczęście. Do moich dzieci nigdy nie przyszedł żywy Mikołaj, nie licząc tego w przedszkolu. Ja pamiętam dwoje odwiedzin, a jedno - że się tak wyrażę - pośrednie. Zastanawiam się nad tym dziś, jako dorosła, jako matka, ile zachodu sprawiło moim Rodzicom sprawienie mi takiej niespodzianki. Dzisiaj wiem, że starając się zapewnić mi atrakcje w postaci Mikołaja (oraz diabła jednym razem !!) pokazali swoje uczucia do mnie. I chociaż wtedy rozmawiałam po prostu ze świętym Mikołajem, to dziś wiem ile frajdy i radości mają rodzice i jak bardzo muszą kochać swoje dzieci, żeby coś takiego im sprawić.  Pierwszy, którego pamiętam, to wtedy gdy miałam 4-5 lat (Mamo, uściślij). Wiem, że byłam wtedy tylko ja, ciemność za oknem, ...

Błogi stan

 Męczę się w moim ciele. Bardziej może nawet w umyśle. Nie od dziś. Spostrzegawczość i uważność na detale niczego nie ułatwiały. Jeśli musisz mieć ciągle zajęty umysł, do nauki włączasz radio. W autobusie czytasz lub liczysz śrubki na mocowaniu okna. Liczysz za każdym razem te same schody. Nie żyjesz tu i teraz, a raczej w innym świecie, który jest w Twojej głowie. Przeżywasz historie miłosne, prowadzisz niewybrzmiałe rozmowy, pozwalasz sobie na emocje, które na co dzień perfekcyjnie tłumisz. Burze i gradobicia emocji rozgrywają się tylko w Twoim wnętrzu. Są jak zamknięte w słoiku tornada. Nie wolno zdjąć wieczka, bo uwolni się żywioł. Nie wolno Ci przestać się pilnować, bo nie zatrzymasz tego. Złość w apogeum boli Cię w piersiach, zaciska Ci szczękę, związuje żołądek w supeł. Czujesz jak szaleje serce, ale wiesz, że nie możesz mu pomóc. Wszystko siedzi w Tobie głęboko, chwilami uśpione, przykryte warstewką lepszych wspomnień. Ale przecież nie znika. Czeka na ułamek sekundy, jedno ...

Szukam siebie

 Szukam siebie.  Wśród oczekiwań innych. Pomiędzy zawieszonymi dla mnie poprzeczkami. Odbijam się w lustrze cudzym wyobrażeniem. Rozważam siebie pomiędzy "powinnam", a "mogę". Strzelam pętami dawnych ograniczeń. Ciągle mi jeszcze wiele nie wypada.  Szukam siebie. W cudzych opowieściach. W historiach obcych ludzi. W uczuciach innych serc. Wśród sprzedawanych mi codziennie obcych mi pragnieniach. Pomiędzy zazdrością a szczęściem. Gdzieś na granicy tego, co prawdziwe. Szukam siebie. Przy zgiełku za ciasnych ulic. Przy gwarze pustych słów. Przeciw niespełnionym obietnicom i w zgodzie ze ślepotą losu. Między tym co niepowtarzalne, a tym co sztampowe. Wśród plastikowych, laleczkowatych ludzi. Wśród pięknych dusz, co lśnią jak diament. Szukam siebie. Pomiędzy wagą, a lodówką. Miedzy kieliszkiem wina, a filiżanką kawy. Między zachwytem, a goryczą porażki. Między ukochaną samotnością, a wytęsknionym towarzystwem. Między ciszą, a muzyką. Między wygodnym posłuszeństwem, a wa...

Ktoś mówi...

 Ktoś mówi "piękna", a ja liczę tylko zbędne kilogramy.  Ktoś mówi "mądra", a ja dopatruje się w tym szczerego sarkazmu. Ktoś mówi "super", a ja myślę, że miał na to lepszy pomysł.  Ktoś mówi "jesteś niezastąpiona", a ja myślę, że mógłby mi wytknąć milion pomyłek.  Ktoś mówi "fajnie że jesteś", a ja myślę, że lepiej gdyby mnie jednak nie było. Ktoś mówi "tęskniłem" a ja wiem, że poczuł tylko ulgę.  Ktoś mówi "co byśmy bez Ciebie zrobili", a ja myślę że ktoś inny zrobiłby to lepiej. Ktoś mówi "dasz radę", a ja bym wolała sobie odpuścić. Ktoś mówi, że jestem mądra, a ja szukam swoich błędów i wystawiam najgorszą ocenę. Ktoś mówi, że posłuchał mojej rady, a ja żałuję, że się odezwałam.  Ktoś mówi, że beze mnie sobie już nie wyobraża, a ja myślę, że ma ciasne horyzonty. Ktoś mówi, że jestem dobra w swojej robocie, a ja się czuję totalną porażką i chciałabym robić wszystko jeszcze lepiej.  Ktoś mówi, że świetnie...

Spacer

 Marzy mi się słoneczny dzień. Z przyjemnym miodowym słońcem delikatnie otulającym twarz i biegającym promieniami po rozwianych włosach. Z lekkim wiatrem. Takim muskającym szyję niczym jedwab. I droga. Naturalna, nierówna, wśród wysokich sosen, ciemnych buków i wyniosłych topoli. Z kamykami, które miałabym ochotę zabrać ze sobą na pamiątkę. Pachnącą wilgotnym mchem i mokrą ziemią. Z szeleszczącymi pod stopami liśćmi, które poruszone stopą pachną złotą jesienią. Z trzaskającymi pod nogą gałązkami. Z ciemnymi zaułkami gdzie za dnia chowa się wilgotna mgła. Z przejrzystymi polanami, wśród strzelistych sosen, pachnących żywicą i szyszkami. Taka droga wśród ciszy. Z odgłosem ptaków i spłoszonych saren. Gdzie własny oddech wydaje się zbyt głośny. Gdzie uciekają w niebo wszystkie trudne myśli. Gdzie twarz uśmiecha się do błękitnego nieba. Gdzie łzy płyną dając ukojenie. Gdzie zostawia się troski, problemy i żale. Gdzie zmęczone ciało daje poczucie szczęścia. Droga na której można zatrzym...