Kochany Rysio, urodziłam Cię 12 lat temu. Pełna obaw, nadziei, ale przede wszystkim szczęśliwa. Nie miałam pojęcia, jak sobie poradzę, czy będę wiedziała czego oczekujesz, czego Ci potrzeba, co stoi za płaczem maleńkiego człowieka. Wszystkie piękne chwile, kryzysy, wzruszenie i bezsilność przechodziliśmy wspólnie. Zawsze ufnie wtulony, zawsze szukający mnie obok, ze wspaniałymi ludźmi tworzącymi nasze otoczenie, którzy Cię kochali i wspierali. W ogóle nie wiedziałam, jak się wychowuje drugiego człowieka. To bardzo trudne, jak wziąć kawałek plasteliny i sprawić, żeby wyszło z tego coś pięknego. Zazwyczaj wychodzi pies, który przypomina konia, a niektórym nawet krowę. Przynajmniej z moim talentem do plasteliny. A do wychowania przecież nie miałam żadnego talentu... Byłam tylko zakochana w Tobie i wszystko, czego było mi trzeba to Twój spokój i zapach włosów. Zawsze wydawało mi się, że mam cudowne dziecko, ale wiedziałam zawsze, że mama nie jest obiektywna. Mama kocha za bardz...
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/