Przejdź do głównej zawartości

Naga prawda

 Taka jestem.

Częściej pozwalam płynąć krwi zamiast łzom.

Wiecznie cierpiąca, z uśmiechem na ustach.

Tęskniąca za czułością, stawiająca wokół siebie mury.

Mam pamięć do złych słów i słabość do obietnic bez pokrycia. 

Chcę się otworzyć na nowe i nie potrafię zamknąć starych drzwi.

Łasa na słodkie słowa, głucha na pretensje. 

Kocham piękne ciała, więc siebie nienawidzę. 

Uwodzi mnie blask ognia, bąbelki w kieliszku i zapach piżma na obcej szyi.

Potrafię kochać nad życie i tak samo nienawidzę.

Przeżywam życie w wyobraźni uciekając od rzeczywistości.

Hedonistka, hipokrytka, chujowa pani domu.

Matka od biedy.

Przyjaciółka od siedmiu boleści.

Częściej zamykam oczy, bo chyba widzę za dużo.

Upadły anioł, któremu nie wyrosły skrzydła. 

Wiedźma spalona na stosie w kolejnym wcieleniu. 

Wciąż dziecko, którego nudzą stare zabawki.

Przerażona śmiercią i cierpieniem najbliższych.

Tęsknię do tych co odeszli i byli mi najbliżsi.

Na co dzień tylko ciałem, duchem w innym świecie.

Przesiąknięta muzyką i kłamstwami z książek.

Sama siebie widzę zawsze w krzywym zwierciadle.

Najlepiej mi w tłumie i w cichej samotności.

Chciałabym być taką, jaką widzą mnie inni. 

Cała szafa masek, a aktorka coraz gorsza. 

Kolekcjonerka wspomnień. I zbędnych kilogramów.

Mam wrodzoną niechęć do dawanych mi dobrych rad. 

I naturalną potrzebę dawania ich innym. 

Uśmiechnięta idiotka.

Przemądrzała, gdzie nie trzeba. 

Uczulona na krytykę.

Mam ulubioną wersję swojego imienia. 

Nie smakuje mi kawa z kubka na herbatę. 

Irytuje mnie strasznie mlaskanie przy posiłku.

Pozwalam sobie na krytykę sama nie będąc idealną.

Klnę okrutnie, choć częściej w myślach niż na żywo. 

Zaklinam sny, żeby nie chcieć się obudzić. 

Boję się zasnąć, by nie zbudzić demonów.

Żyję, choć w środku czuję się martwa...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...