Przejdź do głównej zawartości

Posty

Małe skarby

 Ona już się dziś nie obudziła. A ja tak. Jednak.  Potrafię słyszeć. Ptaki z najwyższej gałęzi drzewa, muzykę w radio, brzmienie głosów, ich barwę i tonację, szum wody w potoku, gwizd wiatru w kominie. Śmiech dzieci.  Potrafię widzieć. Czytać książki, patrzeć w oczy. Zachwycać się zachodami słońca i wypatrywać gwiazd w ciemnościach. Oglądać filmy i obrazy. Zauważać małe rzeczy i piękno świata. Dostrzegać kolory i barwy światła.  Dotykam. Czuję łaskotanie mokrej od rosy trawy w czerwcowy poranek. Miękkość włosów moich dzieci. Delikatność kaszmirowego szala. Ciepły oddech psa. Ulotność przesypującego się między palcami piasku.  Smakuję. Soczyste truskawki w środku sezonu, dojrzałe czereśnie. Świeżo pieczony chleb z masłem. Słodycz czekolady rozpływającej się w ustach. Smak ust i rozgrzanej słońcem skóry.  Czuję. Ulubione perfumy. Zapach włosów na poduszce. Wysuszone na słońcu pranie. Zapach wiosennej ziemi, bzów i kwitnącej lipy. Psiego futerka. Zimowej świec...

Marzenia

 Nie rozumiem dlaczego ktoś stworzył marzenia. Małe krople goryczy jątrzące obumarłą duszę. Ciche opowieści z innego świata szeleszczące w skroniach jak przewracane kartki książki. Małe bursztynki o ciepłym odcieniu w odmętach morskich śmieci. Zastygłe w pamięci ciepłe promienie słońca rozlane na skrywane tęsknoty i żale. Wśród nich te najprostsze i całkiem nierealne. Mienią się barwami jak w kalejdoskopie. Łechcą dziką próżność i pierwotne żądze. Podsycane frazesami. Marzenia są po to, aby je spełniać. Nawet mały płomień może spowodować pożar. Mój mały samotny płomień gaśnie po jakimś czasie. Serce wypalone tęsknotą za nieosiągalnym, umysł zmęczony powtarzającymi się wizjami. Już nie ma siły na szybszy oddech, już nie ma czasu na oczekiwania. I tak, pada kolejny bastion wyobraźni. Zostawia po sobie gruzowisko wstydu, skąpane w kurzu zarozumialstwa. Wylewa się kroplą przegranej, paląc ze wstydu policzek. Zamykam oczy i buduję od nowa. Na fundamencie braku i tęsknoty. Stawiam zamek ...

Spis rzeczy nieulubionych

 Włosy wprawdzie kręcone, ale w wiecznym nieładzie braku dbałości o ich naturalne potrzeby. Kilka pięknych skrętów i tysiące wymykających się kosmyków. Kilka jasnych pasemek pamiętających ostatnia wizytę u fryzjera grubo ponad rok temu. Brwi zupełnie bez żadnego wyrazu, a próby jego nadania kończą się wyglądem zdziwienia lub zdenerwowania.  Oczy niegdyś piękniejsze, dziś już mocno opada powieka i błysk nie lśni tak pięknie jak kiedyś.  Twarz zbyt okrągła, za dużo podbródków, a przecież jeden by zupełnie wystarczył.  Piersi rozciągnięte morderczymi lekami i życiodajnym mlekiem. Ciężkie, opadają w dół jak każe fizyka. Utrzymane w ryzach odsłaniają przedwczesne zmarszczki na dekolcie.  Ramiona już w geście rezygnacji zwieszone w dół bez żadnej nadziei.  Brzuch ciężarnej w ostatnim miesiącu. Zupełnie płaskie pośladki bez krzty seksualności w ich nijakim kształcie. Wałki nad kolanami, które nie wiadomo kiedy się tam pojawiły. Opuchnięte kostki, które zauważa naw...

JA

 Nauczona kiedyś ślepego posłuszeństwa idę za głosem innych. Zwolniona z obowiązku posiadania własnego zdania nie oceniam i nie sądzę nic i na żaden temat. Ubrana w oczekiwania grzeczności najlepiej mi w przybieranych rolach i zakładanych maskach. Pławiona w luksusie cudzych decyzji swoje podejmuję dla poklasku lub na przekór. Przyzwyczajona nie widzieć, nie słyszeć i nie pamiętać uczyniłam z tego swoją drugą naturę. Zraniona kłamstwem atakuję jedynym znanym mi orężem. Oswojona obietnicami bez pokrycia słucham nieufnie kolejnych zapewnień.  Zaczarowana książkowym światem magii i romansów przeżywam życie w wyobraźni, z trudem wracając do rzeczywistości. Znienawidzona przez wszystkie lustra tęsknię do własnego obrazu w filtrze zachwytu. Pokonana w bitwie wybieram ucieczkę. Uwiedziona pieszczotą wiatru na policzkach duszę się w klimatyzacji. Zakochana w zieleni drzew i błękicie nieba nienawidzę pokojowej bieli i byle jakich beżów. Najbardziej kapryśna kochanka słońca tęsknię czas...

Z okazji dnia babci i dziadka

 Jej wieczorna modlitwa była cicha i pokorna jak ona cała. Szeptana cichutko, jakby szeptane słowa pomagały się skupić i nie pomylić. Przerywana od czasu do czasu astmatyczny kaszlem. Codzienna, cierpliwa, pamiętająca o wszystkich. Na starym, plastikowym różańcu w kolorze różowym. Trzymała go w swoich spracowanych, szorstkich dłoniach obracając między palcami każdy koralik. Słyszałam ją nieraz przychodząc w przerwie między stronami lektury, żeby zrobić sobie herbaty. Ich mieszkanie pachniało jeszcze ciepłą płytą z pieca, wieczorną herbatą i szarym mydłem. Ciche i przytulne, z tą jej codzienną modlitwą. Była cała dla nas. Od rana w służbie wszystkim dokoła. Szykowała dziadkowi śniadanie i herbatę o temperaturze w sam raz do picia. Chodziła do zwierząt i się nimi zajmowała. Szykowała nam wszystkim obiady, pilnując godzin naszych powrotów. Częstowała łakociami, pytała co słychać, piekła pączki na tłusty czwartek. Opowiadała najlepsze bajki. Wiecznie czymś zajęta, w wolnej chwili lubił...

Wiedźma

 Wiedźmą się nie bywa. Wiedźmą się jest. Wiedźmą się rodzisz. Czujesz, że jesteś częścią natury, od najmłodszych lat. Zachwyca Cię kropelka wody na misternej pajęczynie wrześniowym rankiem. Najlepiej czujesz się w lesie, który masz zaraz za płotem. Uciekasz tam szukając ciszy, śladów zwierząt, zapachu żywicy, szumu liści. Po kilkunastu minutach odnajdujesz siebie - brakujący puzel w naturalnej układance życia i śmierci. Kochasz las w każdą porę roku, wiosenne pierwsze źdźbła zielonej trawy, letnie duszne popołudnia o smaku dojrzałych malin, jesienny zapach i szum liści oraz zimowe skrzypienie mroźnego śniegu. Czujesz więcej niż inni. Więcej zapachów, ale nie tylko. Odbierasz niewyczuwalne dla innych rezonujące w powietrzu nastroje, napięcia, niewypowiedziane pretensje, żale i pragnienia. Po prostu wiesz "co się święci". Zanim zdajesz sobie z tego sprawę, mija ze trzydzieści lat. A potem pytasz znajomych "co się stało" a oni odpowiadają Ci o swoich problemach bardzie...

Wielka Artystka

 Znam wielką artystkę.  Poznałam ją w dresie i bez makijażu stojącą pod szkołą w oczekiwaniu na córkę. Ot, zwyczajna mama jakich wiele. Zawsze zaangażowana, czy to w klasową wigilię, czy w pieczenie babeczek, czy zabawy andrzejkowe dla pierwszej klasy. Ślązaczka z krwi i kości. Nie tylko dlatego, że tu się urodziła i wychowała, ale głównie dlatego, że w jej sercu goszczą wartości bliskie każdemu Ślązakowi. Dłuższy czas znałam ją tylko jako kobietę podobną do mnie, która stara się jak najlepiej wychować dzieci, zrobić zakupy, ogarnąć dom i przy tym wszystkim nie zwariować.  Później poznałam drugą Martynę. Taką, która przekonana o własnej artystycznej wartości, talencie i zdolnościach, przy tym bez krzty zarozumialstwa czy pychy wychodzi na scenę. Patrzę na nią i podziwiam za jej pewność siebie, odwagę, swobodę i naturalność. Osobiście czuje w sobie wielki niedosyt tych cech. A ona w swoim otoczeniu tworzy z kilkorgiem przyjaciół zespół, który jest tak samo niepowtarzalny ...