Przejdź do głównej zawartości

Spis rzeczy nieulubionych

 Włosy wprawdzie kręcone, ale w wiecznym nieładzie braku dbałości o ich naturalne potrzeby. Kilka pięknych skrętów i tysiące wymykających się kosmyków. Kilka jasnych pasemek pamiętających ostatnia wizytę u fryzjera grubo ponad rok temu.

Brwi zupełnie bez żadnego wyrazu, a próby jego nadania kończą się wyglądem zdziwienia lub zdenerwowania. 

Oczy niegdyś piękniejsze, dziś już mocno opada powieka i błysk nie lśni tak pięknie jak kiedyś. 

Twarz zbyt okrągła, za dużo podbródków, a przecież jeden by zupełnie wystarczył. 

Piersi rozciągnięte morderczymi lekami i życiodajnym mlekiem. Ciężkie, opadają w dół jak każe fizyka. Utrzymane w ryzach odsłaniają przedwczesne zmarszczki na dekolcie. 

Ramiona już w geście rezygnacji zwieszone w dół bez żadnej nadziei. 

Brzuch ciężarnej w ostatnim miesiącu.

Zupełnie płaskie pośladki bez krzty seksualności w ich nijakim kształcie.

Wałki nad kolanami, które nie wiadomo kiedy się tam pojawiły.

Opuchnięte kostki, które zauważa nawet mąż, chociaż nie zauważa zupełnie braku choinki. 

Dłonie grube, palce powykręcane, zwyrodniałe stawy które nie puszczają pierścionka. Jakby wiedziały, że biżuteria do takich dłoni raczej nie pasuje. Szorstkie z genów i pracy nie niosą ze sobą delikatności.


Zamykam moje szklane drzwi zobojętnienia. Tutaj w krainie nicości nikt nie zrobi mi krzywdy. Tutaj nie można na mnie krzywo popatrzeć. Tutaj nie zauważam śmiechów i szyderstw. Tu nie odbija się moja postać w żadnym niechcianym lustrze. Patrzę tylko w głąb swej wyobraźni. Przeżywam siebie w innym ciele. Wyrzucam za próg w szalonym pośpiechu obudzone we mnie poczucie przegranej, beznadziejnej tandety, cyrkowego dziwadła. Zapomniałam nie zbliżać się za bardzo do ludzi. Muszę odpocząć. Złapać oddech i dystans.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...