Przejdź do głównej zawartości

Posty

Gdyby mi Ciebie zabrakło

 Gdyby mi Ciebie zabrakło Rankiem w promieniach świtu Nikt by mnie wtedy nie zmusił By je schować za płaszczem rolety. Gdyby mi Ciebie zabrakło W kuchni przy późnym śniadaniu Nikt by się wtedy nie zżymał Na brak świeżutkiej bułeczki. Gdyby mi Ciebie zabrakło W telefonie po drugiej stronie To nikt by mnie już nie pożegnał Jakimś śmiesznym zdawkowym słowem. Gdyby mi Ciebie zabrakło  W zwykłym smażeniu kotletów Komu sypałabym czosnek  Grubą, równiutką warstwą. Gdyby mi Ciebie zabrakło W kłótniach naszych dzieci Skąd bym wiedziała co I w jaki sposób powiedzieć. Gdyby mi Ciebie zabrakło W myśli przy trudnej decyzji Kto byłby mi wyznacznikiem Słuszności mojego wyboru. Gdyby mi Ciebie zabrakło W odwadze dnia codziennego Czy miałabym jeszcze siłę Otwierać oczy co rano. Gdyby mi Ciebie zabrakło We łzach goryczy i smutku Czy jakaś siła nieznana Podniosłaby mnie z upadku. Gdyby mi Ciebie zabrakło Nagle i zaskakująco Czy starczyłoby wina na świecie Żeby utopić mój smutek. Gdyby mi C...

Urodziny Babci Bronci

 Gdyby żyła kończyłaby dziś 89 lat. Gdyby założyć, że byłaby z nami, bez tej paskudnej choroby, która ją trawiła w ostatnich latach, to mogłyby być piękne urodziny. Ubrałabym dzieci w eleganckie stroje i jechałbym do niej z ochotą. Na pewno uśmiechnęłaby się na sam mój widok. Pewnie nie zdążyłabym nawet powiedzieć jej wszystkich życzeń, bo przytuliłaby mnie mocno, a ja resztę życzeń mówiłabym jej we włosy, piękne zakręcone przez fryzjerkę ze Zgonia. Moda modą, ale babcia całe "babciowe" życie nosiła krótkie włosy z trwałą ondulacją. Lubiłam ją po nich głaskać i całować w czoło. Pewnie teraz też bym tak zrobiła. Zawsze przerywała moje życzenia w połowie powtarzając że najważniejsze, żeby tylko była zdrowa i dodawała przyciszonym głosem, że tego prawnuka chciałaby doczekać. No to wyprosiła i doczekała. Teraz miałaby już czwórkę i pewnie byłaby bardzo szczęśliwa widząc, jakie są śliczne i mądre. Pewnie tuliłaby je nie słuchając ich "wszystkiego najlepszego", szczęśliwa...

Dziewczyno, za czym tak tęsknisz

Podobno miłość za życia zamienia się w tęsknotę po śmierci. Nic więc dziwnego, że towarzyszy mi ona często, zwłaszcza, kiedy z nostalgią wspominam dawniejsze czasy. Nieustannie towarzyszy mi pragnienie, aby Ci wszyscy kochani ludzie byli tutaj nadal. Szybko jednak reflektuję się, że jest to pragnienie bardzo egoistyczne. Chciałabym, aby wciąż żyli, tak jak ich pamiętam, dla mojej własnej przyjemności. Dla mojej samolubnej chęci spojrzenia jeszcze raz w ich oczy, usłyszenia ponownie ich głosu i śmiechu, dla paru chwil spędzonych wspólnie. Surowo oceniam to moje pragnienie, bo przecież upłynęło już sporo czasu. Świat się zmienił i ja się zmieniłam. Czy nadal jeszcze mieliby powód do uśmiechu? Czy trzymani przy życiu moim pragnieniem, nie byliby jednak bardzo nieszczęśliwi? Tata już nie ma przecież swojego tapczana, a ten, który jest, pewnie by mu się nie spodobał. Co z tego, że nadal powtarzają Ranczo, skoro musiałby na nie patrzeć  z bardzo niewygodnej pozycji? Nie ma już na placu d...

Ukraina

 Obiecałam sobie nie mieszać się w tę wojnę publicznie. Nie wypowiadać się i nie okazywać politycznych poglądów. Tu jednak jest miejsce na moje przemyślenia i opinie, jakkolwiek byłyby odosobnione i dziwne. Mam trochę dziwne poczucie, że ta sytuacja już kiedyś była. Koło historii przetacza się właśnie przez nasze czasy. Tę opowieść już znamy. Jedno małe, waleczne państwo atakowane przez inne, większe i mocniejsze. Płynące zewsząd głosy oburzenia i kiwanie głową z niedowierzaniem. A później państwa tych oburzonych zawładnięte przez jednego szaleńca. Jak będzie teraz...? Na razie walczą. A my w białych koszulach i drogich krawatach opowiadamy do kamer jak bardzo jesteśmy oburzeni. Jak bardzo potępiamy i że się nie zgadzamy. Stworzyliśmy pakty, sojusze, unie, żeby świat czuł się bezpieczny. Ten sam świat podzieliliśmy sobie na ten lepszy i gorszy. Zamykamy oczy na martwe z głodu dzieci w Afryce. Zmęczony przejedzeniem umysł nie ma siły o tym pomyśleć. Bierzemy na raty nowszą zmywarkę...

Odwiedziny

 Od dawna nie odwiedzała mnie już we śnie. W natłoku codzienności i smutnej rzeczywistości nie było mi dane nawet wrócić do niej myślami. Być może czuła to gdzieś tam, gdzie jest, jak bardzo potrzeba mi oderwania i spokoju, powrotu do czasów, w których nie miałam pojęcia o większości problemów tego świata. Odwiedziła mnie kilka nocy temu. Wyczarowała cudne lipcowe lato ze słońcem i bezchmurnym niebem. Czekała jak zawsze w letniej kuchni, dusznej od rozpalonego węglowego pieca, na którym stał już czajnik z gorącą wodą. Uśmiechnęła się, jak zawsze na mój widok, i zabrała mnie na pole. Pachniało tak jak powinno, gorącą, suchą ziemią, dojrzałymi warzywami, z daleka dobiegał zapach suszonego siana. Pewnie tam na łące pracował już dziadek. Nie zdziwiła mnie bujność i dorodność na warzywnych grządkach. Babcia zawsze miała rękę do tego, zawsze rosło piękne i smaczne, podsycane tradycyjnym łajnem. Tyczki z pomidorami były wyższe ode mnie, oklejone wielkimi, czerwonymi kulami, których ilość ...

Kobieta

 KOBIETA - ta, która stoi na czele wielkiej organizacji. W drogim uniformie skrojonym na miarę. W butach na obcasie określonym w przepisach. Której każde słowo powtarza się w kilkunastu językach. Której opinie mają ciężar cysterny z ołowiu. Ta, która nie ma czasu dla siebie, która dzieci widuje na zdjęciach.  KOBIETA - ta, która stoi na czele rodziny. W spranych legginsach i podkoszulku. W kapciach upstrzonych plamami rosołu. Jest zawsze blisko, zawsze na zawołanie. Nie ma czasu na fryzjera, ani na kosmetyczkę. A może ma, ale szkoda jej pieniędzy. Smaży racuchy na specjalne życzenie, śpiewa piosenki i pakuje tornistry. Ogarnia dom i tylko tym żyje.  KOBIETA - ta, która stoi na stanowisku pracy. Której serce zostało przy dziecku w żłobku. Która codziennie zarzuca sobie, że za mało czasu poświęca rodzinie. W ciągłym biegu i w ciągłym poczuciu winy. Ta, która nową zabawką kupuje sobie odpuszczenie grzechów. KOBIETA - ta, która rzuca wszystko i biegnie pomagać tam, gdzie jes...

Wolałabym

 Wolałabym czasem nie być taka dumna. Nie nosić głowy wysoko i nie być taka odważna. Wolałabym czasem nie mieć kilku pomysłów, nie zapalać się jak ogień w lampie. Wolałabym czasem nie budować swojego obrazu z żelaza i hartowanej stali. Kredyt zaufania do samej siebie dawno się skończył. Odsetki od pożyczek na dobru humor są nie do spłacenia. Limity lęku i strachu dawno przekroczone. Gdyby tak można odłożyć głowę na bok, odłączyć myślenie jak jakieś urządzenie. Schować hardość, odwagę, dumę i zaradność do pudła na przydatne drobiazgi. Wyjść zza muru, zdjąć maski, ściągnąć zbroję. Naga osobowość niektórych przeraża. Stare blizny i świeże rany odwracają wzrok. Łzy wprawiają w zakłopotanie.  Smutek i przygnębienie są zawsze nie na miejscu. W końcu nie przyznano mi prawa do bycia nieszczęśliwą, sędziowie nie uznali moich argumentów. Za przyjaciół mam demony, szumiące złowrogo czarnymi skrzydłami. Ich szelest przyspiesza bicie mojego serca. I tak już zlęknione, a jeszcze trzymają go...