Przejdź do głównej zawartości

Posty

listopad

  Listopad to bez wątpienia najbardziej przygnębiający miesiąc w całym roku. Do wiosny daleko, lato dawno minęło. Jesienne mieniące się w słońcu kolorowe liście zastąpiły szaro-bure, na wpół zmarznięte resztki liści pokrywające brudną trawę, ubłocone pobocza i mokre jezdnie. Dnia coraz mniej i chociaż grudzień pod tym względem bije rekordy, to przecież świąteczne dekoracje, pobłyskujące choinki sprawiają, że długie wieczory są naprawdę urocze. A listopad niczym takim nie może się pochwalić. Świecą się znicze na grobach bliskich, ale w żadnym razie nie można ich nazwać pokrzepiającymi i uroczymi. Być może jest w nich dostojne piękno, ale dość poważne i smutne bardziej, niż wesołe. Nagie drzewa smagają wilgotnymi wichrami, przenikającymi ciepłe swetry i wnikające do ciała aż do szpiku kości. Wiatr w nich nie szumi a jedynie gwiżdże i przywodzi na myśl złowróżbne zawodzenie. Wszechobecna wilgoć zamienia się co jakiś czas w mżawkę, deszcz, ulewę, zamieniając trawniki w grząskie mo...

Dziękuję Ci Boże

Dziękuję Ci Boże za mój mały dom, w którym nikt nie ma swojego pokoju. W którym siedzimy sobie na głowie całymi dniami. W którym nikt nie może się schować przed resztą rodziny. Dziękuję Ci Boże za mój stół kuchenny, który muszę sprzątać kilka razy dziennie. Z okruszków chleba, kilku kropel rosołu, plamy z kredki i śladu ołówka. Na którym wytarł się kolor od szurania talerzami. Dziękuję Ci Boże za brudne talerze, garnki, sztućce i szklanki. Za działającą ciągle lodówkę. Za różne zapachy i przypalony piekarnik.  Dziękuję Ci Boże za hałas nieznośny. Za to, że nie mogę spokojnie obejrzeć serialu. Że muzykę ciągle zagłusza czyjś głos. Za śmiechy radosne, dziecięce. Za to, że nie starcza mi cierpliwości. Dziękuję Ci Boże za wysokie rachunki. Za nadmiar sprzętów, bogactwo przedmiotów. Za to, że mi się większość nie mieści do szafek. Za porozrzucane wszędzie zabawki. Za sukienki, w których nie mam ochoty już chodzić.  Dziękuję Ci Boże za pełne worki liści i trawy. Za zalegające wszędz...

Boję się

 Boję się... zmęczonych cierpieniem oczu kochanej osoby płaczu dziecka w nocy smutku zamkniętych domów strachu mundurowej rzeczywistości niepewności zwariowanych decyzji wdzierania się siłą do mojego życia decydowania za mnie, o tym co najlepsze bezsilności wobec okrucieństwa wojny bez strzałów i ognia namierzających mnie satelitów czytających w ukryciu i bez kontekstu lepiej wiedzących okrutnych dnia, w którym nie będzie po co wstawać z łóżka dzieciństwa nie beztroskiego świata jakim jest

Kochana kruszynko

 Moja mała kruszynko, która mi spadłaś z nieba, moja ukochana dziecinko, która przyszłaś na świat wczoraj.... Dokąd pędzisz? Gdzie Ci tak spieszno? Wczoraj pod moim sercem był twój cały świat, dzisiaj wszędzie Ci ciasno, mierzysz za horyzont. Wczoraj byłaś maleńką miłością na wydruku z USG, dziś Twoje fotografie zdobią wszystkie półki. Wtulałaś głowę w moje piersi, dziś niezależność bije z Twojej twarzy. Moje kolana coraz Ci za małe a ramiona przyciasne. Codziennie zaskakujesz mnie nowa głoską, słowem, zdaniem, zmyślnym zapytaniem. Coraz więcej chcesz wiedzieć i więcej potrafić. Twojej odwagi starczy na oddział specjalny, Twojej hardości na pięciu Janosików. Pudła zapełniają Twoje przyciasne sweterki, przykrótkie spodenki, które ledwie wczoraj kupiłam. Na obiad coraz większy talerz, a przecież moje piersi pamiętają jeszcze smak Twoich usteczek. Wciąż nie mogę Ci się nadziwić, nie wiem gdzie mi umknęły wszystkie chwile pomiędzy dziś a wczoraj. A przecież stoję tuż obok, wciąż czuj...

pieskie życie

Pamiętam tę czerwcową niedzielę, spędzaną na punkcie ksero w jednej z filii Uniwersytetu Śląskiego. Dłużyła się, jak każda w tym miejscu, przerywana niezliczoną ilością sms-ów wymienianych z moim przyszłym mężem. Rozmowa o psie już była, w sumie żaden konkret, jedynie tyle, że oboje byśmy chcieli. A tu nagle pytanie: sąsiadka ma małe owczarki, chcemy? W dobie telefonów na kartę rozmowa mojego narzeczonego z sąsiadką kosztowała pięć złotych. I do dziś żartujemy, że tyle nas właśnie kosztował nasz piesek. Przyjechała do mojego domu czarna kuleczka ze słodziutką mordeczką, opadającymi uszkami i zadziornym charakterem. Podbiła serca nas wszystkich, szczególnie mojego taty, z którym, pod moją nieobecność, spędzała całe dnie. Wkrótce, zaraz po naszym ślubie dwa miesiące później, zamieszkała z nami w nowym miejscu. Przebywała z nami w domu będąc spokojnym i ułożonym psem, ale przecież niepozbawionym żywiołowości. Zjadła kilka butów i zabawek, zniszczyła parę dywaników. Obrażała się i miała mu...

ON

Pojawił się w moim życiu dość nagle, zupełnie nieoczekiwanie i bez żadnego zaproszenia. Nie w wyniku przypadku, a w skutek pewnych skrytych porozumień. Wszedł do mojego serca wypełniając jego dużą część swoimi niebieskimi oczami, pięknym uśmiechem i złotymi włosami. Nieopatrznie wyrzucony z niego czekał u jego drzwi jak wierny pies. Zawsze niezmienny w uczuciach, wierny swoim deklaracjom. Zakochany chyba na zabój, o ile wolno mi to oceniać. Zaopiekował się lalką z porcelany, z potłuczoną sukienką. Pokleił, odnowił i nie przestał powtarzać, że jest tyle warta co idealne figurki. Zawsze ciężko pracuje. Nigdy wiele nie mówi, no prawie. Czasem wymyśli pyszną kolację. Od niedawna nie pyta, w jakim kubku chcę kawę. Uwielbia świeże bułeczki, mleczną czekoladę bez dodatków i pija mleko z kawą. Zawsze uważny, wyczulony, tak wiele zachowuje w pamięci, że aż mnie czasem zawstydza. Moja złota rybka spełniająca marzenia. Surowy sędzia nieprzemyślanych decyzji. Czuły opiekun. Zawsze blisko, choć cza...

zapachy domu

Godzina dziesiąta to odpowiednia pora na przedpołudniową kawę. Biorę elektryczny młynek i wsypuję porcję ziaren do środka. Kilka chwil i już czuję ten uzależniający, lekko kwaskowy zapach kawy. Włączam ekspres i po chwili jej aromat rozlewa się po całym mieszkaniu. Zapach kawy jest jednym z moich ulubionych, jest kotwicą, gdziekolwiek jestem zapach kawy sprawia, że zaczynam czuć się dobrze. Jak w domu. Każdy dom ma swój specyficzny zapach. Ktoś taki jak ja, który odwiedza kilka domów w tygodniu i spędza w nich po kilka godzin, jest tego wyjątkowo świadomy. Zapachy tworzą energię domu, jego ducha, tożsamość. Zastanawiam się, czym pachnie mój dom. Całym bukietem zapachów. Począwszy od słodkawego, lekko mdlącego zapachu suchej karmy dla psa. Od razu na wejście, pomieszany z ciepłym, charakterystycznym zapachem jej sierści, który uwielbiam. Wilgotno-chłodny zapach kamienia z piwnicy. Duszny, lekko wpadający w kurz zapach nagrzanych od dachu desek w gorące, słoneczne dni. A dziś, gdy pada, ...