Przejdź do głównej zawartości

Posty

Lipna historia

Każdy ma jakieś wakacyjne wspomnienia. Ja miałam to szczęście, że jeździłam na kolonie organizowane przez zakład pracy mojego taty. Co dziwne, jednak nie te wakacje wspominam najmilej, a te spędzone w domu z dziadkami . Żadna anegdota w moim życiu nie pochodzi z tych wakacyjnych wyjazdów, jak gdyby w ogóle mi się nie przytrafiły. Najcudniej mi było w domu przy lesie, na gospodarstwie, na łąkach, na polu, wśród zwierząt, blisko natury.  Mój dom rodzinny graniczy z lasem i w czas mojego nastoletniego życia było to moje największe szczęście. Mogłam pójść  w zupełnie ciche, spokojne i niby obce miejsce, w sumie o dwa kroki od domu. Na skraju tego lasu rosła , i rośnie do dzi ś, ogromna lipa. Taka.jak u Kochanowskiego jak sądzę. Pod tą lipą było tak cudownie, było tak spokojnie, a latem pachniała obłędnie! Było tam jak w niebie,  postanowiłam więc zrobić małą ławeczkę, żeby móc sobie pod tą lipą siedzieć i cieszyć się tym pięknem . Miałam wtedy kilkanaście lat, z nac...

Pukając do nieba bram

Być może nikt nie był zdziwiony, chyba każdy spodziewał się Jej odejścia. Jej udręczona twarz i bezwładne ciało bezlitośnie uświadamiały nas w ulotności tlącego się jeszcze w Niej życia. Ja w ostatnie dwa dni spodziewałam się może najbardziej, w końcu sama odprowadziłam Ją na lepszy świat. Sen był wyraźny, prawdziwy, a każdy jego szczegół pamiętam do dziś. Przyjechałam po Nią dużym czarnym samochodem. Doskonale wiedzieliśmy , że to Jej ostatnia podróż, z której już do nas nie wróci. I to ja miałam być Jej przewodnikiem. Mama usadowiła Ją na tylnym siedzeniu, a do bagażnika spakowała Jej wózek inwalidzki. Jechałyśmy długo, krętymi drogami pośród pustych łąk, dolin, pojedyńczych domów.  Z czasem, przy całkiem wyludnionej okolicy przejechałyśmy drewniany mostek nad niewielką , intensywnie niebieską rzeką. Dojechałyśmy na miejsce. Blade, niebieskie niebo nie zakrywała najmniejsza chmurka, a słońce świeciło dając przyjemne cieplo. Pośród soczystości zielonych łąk, złotych łanów zbo...

... miałam piękny sen

Miałam dziś piękny sen. W tym śnie byłam kobietą. Nie taką jednak, która chodzi w domestosowych spodniach. Taką prawdziwą, ze smukłą dłonią, pięknym uśmiechem, pachnąca zmysłowo. Prawdziwą, pewną siebie i śmiałą. Był w tym śnie mężczyzna, chyba przystojny choć nie widziałam twarzy. Tańczyliśmy razem. Rozmawialiśmy. Oddaleni od siebie szukaliśmy się wzrokiem. Czułam się dobrze, jak nigdy wcześniej. Swobodnie w tańcu i w rozmowie. Bezpiecznie. Ciepło. Elektryzująco. Spokojnie cieszyłam się każdą chwilą, czułam przecież, że nie muszę walczyć, nikogo udawać, rozmyślać nad każdym ruchem, wciągać brzucha i martwić się co będzie, jeśli zechce poznać mnie bliżej. W tym śnie byłam piękna, tym piękniejsza, że w pełni tego świadoma. Chciałam przyjemniej bliskości, zupełnie bezstresowej, bez kompleksów. Chciałam, aby z tego rozelektryzowanego powietrza między nami wyłoniła się potężna burza pożądania, miłości, emocji i przyjemności. Zwlekałam jednak zbyt długo... Wczesny letni świt, zazdrosny o mó...

Wyszłam z siebie, zaraz wracam

Ogólnie coś mi się popsuło. Świat nie wydawał mi się dobrym miejscem na życie. Na nic innego zresztą też nie. Bolało mnie każde wspomnienie. Słowa nie mówiły tego, co chciałam. Demony powyłaziły ze swoich lochów i urządziły sobie imprezę życia w mojej biednej, pustej głowie. Każdy krok robiłam w złą stronę, poczucie winy przygniatało mi barki. Chciałam gdzieś uciec, schować się, przeczekać, ale gabaryty trochę mi to utrudniły. Nie mogłam nadążyć za sobą, za życiem. W połowie wyścigu zmieniłam kierunek. I tak ciągle tylko oglądałam wszystkich plecy. Usiadłam na boku bez pomysłu co dalej. Męczyła mnie konieczność mówienia do innych, zresztą nikt nie słuchał tego, co chciałabym powiedzieć.  Zatapiając się w sobie, w swych smutkach i żalach, rozdrapywanych na nowo ranach, niespełnionych ambicjach i porzuconych marzeniach, poczułam na sobie silną dłoń  ratunku. Skuszona wizją życia bez przykrości codziennie przyjmowałam małą dawkę szczęścia, szczyptę snów pogodnych i łyżkę spokoju....

Kochany Tato!

Tato! Minął kolejny rok bez Ciebie. Bez Twoich odwiedzin, zapewne rzadkich, ale jednak. Bez Twoich ironicznych uwag, bardzo częstych. Bez wzniesionego z Tobą toastu. Bez zaśpiewanej wspólnie piosenki. Keyboard się kurzy w kącie za szafą, tęskni do Twoich muzykalnych palców. Zrobiłam kilka rzeczy nie zapytawszy Cię o zdanie i zupełnie bez Twojej pomocy. Nie popatrzyłam w roześmiany oczy, kiedy popełniłam kolejny wygłup. I brakuje mi Ciebie gładzącego wąsy, siedzącego cicho na ławce na placu. Brakuje mi pod palcami Twojej gęstej czupryny, którą głaskałam żegnając się z Tobą. Brakuje mi w ten dzień żelaznego uścisku, kiedy Ci składałam błahe życzenia. Choć były szczere, choć z głębi serca, to nigdy żadne z nich się nie spełniło...  Brakuje mi wspólnego oglądania kabaretów, z Twoim krótkim śmiechem i wesołością w oczach. Wspólnego oglądania filmów późno w nocy, na których czasem przymykałeś oczy. I Euro i Mundialu, chociaż tak na co dzień żadne z nas się piłką nie interesowało. Odgadyw...

Wciąż tacy sami

Świat się skurczył, zmniejszył, Na niebie tylko obłoki. Podróże odłożone na później, Horyzont nie taki daleki. Długie godziny razem I milion zbędnych rzeczy. Zapasy tego , co nieprzydatne, Deficyt zdrowego rozsądku. Strachu na kilogramy na każdym kroku, Dobrych rad nikt nie sprzedaje. Można żyć bez kina, kawiarni, Można bez błahych spraw. Można odbyć odłożone rozmowy, Dokończyć zaczęte kłótnie. Zmiana na inne nie znaczy na gorsze, Można przywyknąć na dłuższy czas. Normalność nabiera nowego znaczenia, Do czego chcemy wracać? Za kim tęsknimy, a kto nam balastem, Czy droższa galeria, czy własna rodzina? Gdzie leży prawda i kto ją udźwignie? Jak osądzą nas przyszłe wieki? Czy świat się zatrzymał, jak wszyscy mówią, Czy może jednak wciąż pędzi dalej, Tam gdzie nie sięga nasza percepcja, Tam gdzie się zyski liczą w bilionach, Gdzie tworzą prawdę na własny użytek, Gdzie się kreuje świat i rzeczywistość. Dziecko się śmieje wciąż śmiechem niewinnym, Serce kochane...

Nasza melodia

Porwała nas dziś ta nieznana melodia. Twoja ręka na moich plecach, Lekki uścisk dłoni i oddech na szyi. Prowadzisz mnie delikatnie i pewnie zarazem, Nie gubię kroków, nie mylę tempa. Podążam za Tobą, płynę w Twych ramionach. Muzyka mnie wypełnia, przenika do kości. Każde uderzenie perkusji kieruje ma stopą, Każda struna gitary wypełnia mi biodra, Wszystkie wyśpiewane emocje w szybszym oddechu. Osnuta Twoim ciepłem pachnącym perfumem, Owiana melodią jak ciepłym wiatrem, Czując na skórze rozedrgane powietrze, Zamykam oczy i otwieram duszę. Moja ufność zamknięta w Twojej dłoni, Moja miłość w naszej bliskości, Nasze poranione serca bijące jednym taktem, Nasze oddechy zmieszane w jeden, Twoja siła, którą czuję pod napiętą koszulą, Twoje bezpieczne ramiona , do których zawsze mogę wrócić. Kołysze nas ta melodia, każda jej nuta, Uspokaja emocje, łączy nas podświadomie. Intymność wystawiona na widok publiczny, Tylko nas dwoje pośród tego tłumu. Tylko my i nasza melod...