Przejdź do głównej zawartości

Spowiedź narkomanki

 To już trzy i pół roku mojej świadomej walki w chorobą zwanej depresja. Połączonej z domieszką nerwicy, lęków i zespołu stresu pourazowego. Dla jasności dodam, że urazem była praca. 

Piszę świadomej, bo walka, nierówna, trwała od dawna, często niezauważona przez otoczenie i bagatelizowana przeze mnie. Standardowe opinie na temat braku realnych problemów, wymyślania i wyolbrzymiania pominę, bo nie o tym dziś. 

W walce pomagały mi leki, różne, w różnych dawkach, terapie, rozmowy. 

Często słyszę pytanie, czy Ty musisz być na tych tabletkach. Przecież dobrze się czujesz. Przecież nie chodzisz smutna. Przecież po Tobie nie widać. Przecież już Ci chyba pomogły. 

Z własnej, niestety, głupoty i zapominalstwa mam wątpliwą przyjemność wyjrzeć na kilka dni z nory zwanej farmakologia do surowego świata. Co dzieje się z osobą, która pozbawiona stałej i codziennej dawki związków chemicznych traci kontrolę nad swoim poziomem serotoniny?

Zawroty głowy. Jeden z bardziej namacalnych objawów, nieco uciążliwy, połączony z uczuciem ciężkości i pewnego otumanienia, podobnego do stanu po kilku drinkach. 

Trudności z koncentracją. Ociężałość umysłu wpływa na trudności w zebraniu myśli i jasnym ich formułowaniu. Na skupienie uwagi, trwanie w stałej dyspozycji dłuższy czas.

Apetyt. Przejaw nerwowości objawiający się kompulsywnym pochłanianiem pokarmów, z jednoczesnym zaburzeniem poczucia sytości. Dopiero ból brzucha daje znać, że chyba na dziś już koniec, ale mózg domagający się swojej dawki serotoniny rekompensuje ją w najprostszy sposób - czymś smacznym na podniebieniu. Nie jest tajemnicą, że jedzenie sprawia nam przyjemność, a uczucie przyjemności wytwarza w naszym ciele serotoninę. Także ten.... Hamburger chodzi mi po głowie, ale dla bezpieczeństwa położyłam się już do łóżka. 

Poczucie nerwowości bez żadnej przyczyny. Dopiero teraz, leżąc w łóżku czuje jak bardzo boli mnie w mostku i w ramionach od ciągłego spięcia, wzdychania, brania głębokich oddechów w odpowiedzi na wszystko co się dzieje dokoła, celem słownego ataku. Czasem rozsądek wygrywa, ale mięśnie pozostają napięte, serce tłucze się głośno, wydaje się, że nie sposób się uspokoić. Jak napompowana piłeczka, która w każdej chwili może pęknąć.

Agresja, raczej w zamiarach, również w stosunku do siebie.

Poczucie uwikłania w obowiązki, realia i wzajemne relacje, którym nie ma się odwagi stawić czoła. Które przerażają, dołują i powodują rezygnację. Złość na wszystko i nienawiść do wszystkich. 

Płaczliwość.

Intensywne i przekoloryzowane sny, męczące mnogością negatywnych emocji, strachu, zniecierpliwienia. Zostawiają w głowie ogromny bałagan, zwłaszcza u wiedźmy, która mocno sugeruje się snami i zachodzi w głowę na ile to, co było w śnie jest istotne a na ile nie. Z jednej strony trzeźwy umysł jest bardziej otwarty, z drugiej w takim stanie próbuje poradzić sobie z emocjami całego dnia. Trudno dojść do ładu. 

Fizyczna apatia. Całkowity brak potrzeby ruchu, aktywności. Racjonalne zmuszanie się do wypełniania obowiązków. 

Mam nadzieję, że kiedyś małymi kroczkami wyjdę z wygodnego gniazdka chemicznej normalności. Że osiągnę taki poziom normalności, która będzie do zaakceptowania. Możliwe, że nie będzie tak nigdy. Możliwe, że przyjdą chwile, kiedy będę chciała złożyć broń, poddać się i uciec w inny świat. Możliwe, że przyjdą chwile, kiedy uwierzę, że już jest wszystko ok. Broń mnie tylko Boże od mojej własnej głupoty wtenczas. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...