Przejdź do głównej zawartości

Małe szczęścia

 Czas sączy się leniwie szumiąc czasem liśćmi czeremchy i z wolna prowadząc słońce przez nieboskłon. Na rozkwitłej kępkami kończynie bzyczą pracowite pszczoły. Stary pies wygrzewa kości w gorących promieniach. Schowaczek - starsza z kotek - w wysokiej trawie za drogą czeka na swoją zdobycz. Piękna, biało-ruda, o cudownym spojrzeniu  miodowych oczu. Na ogół pełna powagi i gracji, spokojna, zabójczo skuteczna. Wszystko to znika, gdy ucieka przed Kopciuszkiem, naszą maleńką kotką. Nic dziwnego. Dla spokojnej i cichej Schowaczka biegający z szybkością światła wulkan energii w postaci Kopciuszka jest bytem tak dziwnym i odmiennym, że lepiej od niego uciec. Pierzcha  z podkulonym ogonem daleko i z bijącym z przerażenia sercem wraca do swojej sfinksowej postawy.  Kopciuszek akurat atakuje stojący przy domu orzech. Wspina się dzielnie, drapie korę, przygryza gałęzie, aby w następnej sekundzie zeskoczyć i pognać bawić się czym innym. Na koniec pewnie wpadnie niczym torpeda pod altanę, przewracając pusty pojemniczek na karmę. Kopciuszek jest maleńka i gdyby nie sterczący do góry ogon nie byłoby jej widać zza nieskoszonej trawy. Szara, w czarne pręgi przypomina tygrysa. Okrągłe szare oczy wydają się ciągle zdziwione, tyle nowych rzeczy poznaje codziennie. Z charakteru również tygrys. Ciekawska, odważna, nieustępliwa, zadziorna. Pełna energii. Najsłodsza, gdy śpi, ufnie wtulona w nasze ramiona.   

Ogród pełen jest radosnych głosów dzieci. Słychać ich śmiechy, pluskanie wody w basenie, skrzypienie sprężyn w trampolinie. Głośne MAMOOO średnio co piętnaście minut. Porozrzucane ręczniki i butelki z piciem zajmują prawie całą drewnianą huśtawkę. Tę, którą mąż zrobił, kiedy z pierwszym dzieckiem byłam w ciąży. Żebym miała gdzie odpoczywać. Odpoczywałam wtedy i odpoczywamy do dziś. Schowana między dwoma drzewami idealnie nadaje się na dopołudniową kawkę, zapewniając przy tym leniwe kołysanie. Niegdyś oblegana codziennie, przeszła na swoją emeryturę. Obecnie króluje u nas altanka. 

Kiedy trochę ponad dwa lata temu mąż z teściem na nierównej trawie wyznaczali cały dzień sznurkami jakieś poziomy nie wierzyłam ani w położenia kostki, ani w postawienie altany. Moja niespokojna i w gorącej wodzie kąpana natura domagała się czynów i to czynów energicznych, dających szybki efekt. Poprawianie sznurków w zimny kwietniowy dzień do nich nie należało. A już z początkiem czerwca organizowaliśmy urodziny naszej Zosi pod nową altaną, przy stole postawionym na równej kostce. Cierpliwość popłaca. Dziś to moje ulubione miejsce, w którym wszystko jest dobrze przemyślane i nie jest to moja zasługa. W kącie prostokątnego placyku, blisko drzew na końcu działki, stoi drewniana altanka, choć nieco inna niż wszędzie. Z dwóch stron zabudowana pełnymi ścianami chroniącymi nas przed ciekawskim spojrzeniem z drogi. Dwóch pozostałych ścian nie ma w ogóle, co tworzy przyjemne przejście na resztę placu. W kącie altanki stoi odratowany narożnik, przyjemny i wygodny. Właśnie wcisnęłam się w jego kącik, siedząc na pachnącym kocu, spoglądam na ściany na których wiszą zrobione przeze mnie wiklinowe serca i drewniane lampiony - prezent urodzinowy. Jest stół zrobiony przez mojego męża, nieopodal specjalne miejsce na ognisko, grill. Centrum życia towarzyskiego i rodzinnego w naszym ogrodzie. Schowana przed upalnym słońcem mam jednak możliwość oglądania całego placu, bawiących się dzieci, kolorowych kwiatów, ciągnących od czeskiej granicy chmur i przelatujących nad głową samolotów. 

W błogim szczęściu dziękuję Bogu, że nie muszę się ich bać ...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...