Przejdź do głównej zawartości

... miałam piękny sen

Miałam dziś piękny sen. W tym śnie byłam kobietą. Nie taką jednak, która chodzi w domestosowych spodniach. Taką prawdziwą, ze smukłą dłonią, pięknym uśmiechem, pachnąca zmysłowo. Prawdziwą, pewną siebie i śmiałą. Był w tym śnie mężczyzna, chyba przystojny choć nie widziałam twarzy. Tańczyliśmy razem. Rozmawialiśmy. Oddaleni od siebie szukaliśmy się wzrokiem. Czułam się dobrze, jak nigdy wcześniej. Swobodnie w tańcu i w rozmowie. Bezpiecznie. Ciepło. Elektryzująco. Spokojnie cieszyłam się każdą chwilą, czułam przecież, że nie muszę walczyć, nikogo udawać, rozmyślać nad każdym ruchem, wciągać brzucha i martwić się co będzie, jeśli zechce poznać mnie bliżej. W tym śnie byłam piękna, tym piękniejsza, że w pełni tego świadoma. Chciałam przyjemniej bliskości, zupełnie bezstresowej, bez kompleksów. Chciałam, aby z tego rozelektryzowanego powietrza między nami wyłoniła się potężna burza pożądania, miłości, emocji i przyjemności. Zwlekałam jednak zbyt długo... Wczesny letni świt, zazdrosny o mój twardy sen, wybudził mnie w najlepszym momencie. Zesztywniałe ręce z trudem odsunęły pościel a opuchnięte dłonie w niczym nie przypominały tych ze snu. Postać w lustrze, zaspana i pokołtuniona do reszty przywołała mnie do rzeczywistości. Od razu rzuciły mi się w oczy wałki tu i tam, obwisłości, zaokrąglenia w ilości większej, niż mi potrzeba. Już nawet nie tęsknię za tym pięknym ze snu. Nie chciałabym przejść wobec jego obojętności. Niczego mu przecież nie mogę zaoferować. Nikomu w zasadzie. Moja nagość nawet dla mnie jest przykra. Każdy kolejny x na koszulce przytłacza mnie swoim ciężarem. Ile są warte obolałe kolana, zgrubiałe stopy i szorstkie ręce? Rozminęłam się gdzieś po drodze z kobiecą subtelnością.
Zasnąć. Wyśnić sobie siebie taką, jaką chciałoby się być. Napisać kolejny nierealny scenariusz. Oszukać siebie choć na krótką chwilę. Poczuć się tym, kim się nigdy nie było.


Komentarze

  1. Zasnąć, wyśnić sobie to czego się pragnie. Jakież to proste i łatwe. Pomyślałaś może dziewczyno, że nawet te "piękne, zgrabne i powabne" w 95% ciężko na to pracują. Niestety nikt o tym głośno nie mówi, ile musiały się wyrzec i cierpieć, żeby być takie jakie są.

    Piszesz dziewczyno pięknie. Jestem zachwycony Twoimi wpisami. Zawsze czekam na kolejny i czytam z przyjemnością. Tym bardziej szkoda, że taka kobieta tylko w snach "czuje się jak nigdy", że możesz tylko o tym pomarzyć. Może powinnaś pomyśleć o sobie. Czytalem, że masz męża i dzieci, ale widzę, że brakuje Ci szczęścia. Nikt, nie jest skazany na drugiego człowieka do końca swoich dni. Może to on na Ciebie nie zasługuje.
    I jeszcze taka moja osobista uwaga. Każdy ! Ale to każdy, znajdzie kogoś komu się spodoba, nawet w większej ilości niż "sztuk jeden" ;) myślę, że Twój mąż chociażby, do nich należy, czy się mylę ?!
    Chodzą po świecie ludzie, którzy lubią paprac się w kupie, wręcz czerpią z tego przyjemność. Widząc jak wyglądasz, stwierdzam, że niejeden facet chętnie by Cię poznał.

    Szczescia życzę, ale pamiętaj, że samemu też trzeba nad tym pracować, samo nie przyjdzie.
    Czekam na kolejny wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wszystkie uwagi. Z pewnością masz wiele racji. Zdaje sobie sprawę, że nad wszystkim można popracować, a z nieba nic nie spada. Największym problemem jest poukładać sobie wszystko w głowie, żeby działało. 🙂
      Pozdrawiam!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...