Przejdź do głównej zawartości

Spowiedź


Urodziłam się zbyt późno. Tyle wiem na pewno. Ktoś pomylił roczniki, nazwiska, miejsca i czas. I tak przyszłam na świat, którego nie znoszę, z wartościami których nie wyznaję i ludźmi, którzy odchodzą zbyt szybko. Jestem trochę passé, z moim umiłowaniem domu, rodziny, wartości takich jak miłość, współczucie, sprawiedliwość i szacunek dla starszych. Zresztą, co do ostatniego, czuję się dobrze w ich towarzystwie, potrafię z nimi rozmawiać, tego wszystkiego nauczyła mnie babcia, tłumacząc świat i relacje z ludźmi. Wpajała mi najprostsze zasady, uczyła szacunku i cierpliwości. Zawsze powtarzała, że starość jest dobrą wymówką na wiele błędów. Dzieciństwo dobre, w końcu nie byłam dzieckiem patologicznych rodziców, raczej oddanych i może zbyt młodych na taką odpowiedzialność. Miałam kochających dziadków, którzy pokazywali mi świat, uczyli miłości do zwierząt, szacunku dla ziemi i dobra w najprostszej postaci. Zawsze inna, ale może nie dziwna. Zawsze kujon i zbyt nudna. Zawsze mądra, ale mało inteligentna.
Nienawidziłam, chociaż kochałam. Chciałam uciec, a teraz tęsknię. Nie znałam wartości, a teraz przeceniam.
On mnie przygarnął, jak bezpańskiego psa, skamlącego o miłość, akceptację i szanowanie własnego "ja". Stworzył azyl z szerokiej piersi i silnych ramion. Nie pozwolił odejść, kiedy się oddalałam, walczył nie znając przeciwnika, mówił "weź się przytul" jeszcze przed piosenką.
A ja?
Wciąż zbyt naiwna, żeby wierzyć w ludzi , ale za mało, żeby wierzyć w siebie.
Wciąż zbyt łatwowierna, aby wierzyć w słowa, ale za mało, aby wierzyć prawdzie.
Zbyt wystraszona, by postawić na swoim.
Zatopiona w przeszłości, bez planu na przyszłość.
Wciąż nie na miejscu i jakby nie w porę.
Największy krytyk własnych słabości.
Niby taka mądra, a jednak całkiem głupia.
Krzyczę bez słów i płaczę bez łez.
Niby matka, ale wciąż dziecko.
Chwalę innych, nie doceniam siebie.
Jestem trochę prawnikiem, trochę sekretarką.
Trochę kadrowa i trochę księgowa. Trochę administrator i trochę bibliotekarz i jeszcze po równo kucharz i logistyk.
Jestem nikim.
Słucham Elvisa i współczesnych brzmień, lubię jak Wodecki proponuje mi Bacha, chociaż mimo wszystko wybieram Beethovena. Zatapiam się w książkach, muzyce i winie. Cudze życie ciekawsze, moje nie do zniesienia. Inna miłość ciekawsza, moja oklepana.
Za dużo widzę i zbyt mocno czuję.
Za dużo pamiętam, aby móc zapomnieć.
Za dużo wiem, żeby się nie martwić.
Za bardzo chcemy, więc mi nie wychodzi.
Pewnego dnia, kiedy wszystko minie - jak sądzę bez mojej wiedzy i zgody - odnajdę spokój, mam nadzieję wieczny, a wieczny smutek odejdzie w niepamięć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...