Przejdź do głównej zawartości

Lato, lato wszędzie


W krótkie czerwcowe noce, nadchodzące jak wybawienie po upalnych dniach, ma się wrażenie, że słońce nie zachodzi wcale. Że mrok, ciemność, gęsta atramentowa noc odeszła z tej krainy gdzieś indziej i zostawiła nas na pastwę wiecznego słońca. Jeszcze nie niknie purpura zachodu a już bladziuchna niebieskawa łuna zaczyna rozświetlać niebo na wschodzie. Gwiazdy z braku zajęcia opuściły to nie dość czarne niebo i poszły błyszczeć na południe. Wszystkie gwiazdy Oriona leżą krzyżem nad Australią, czekając aż nasza kochana ziemia zechce zaturlać się w bardziej proporcjonalne rejony, gdzie noc ma swoje prawa i trwa ledwie trochę krócej niż dzień.
Ptaki nie kończą śpiewać chyba w ogóle, w każdym razie nie nocą, kiedy w ciszy ich trele rozbrzmiewają najpiękniej. Przez otwarte okna w duszne powietrze sypialni wlewają się ich pieśni dając znać, że lato nadeszło. 
Poranek jest długi i jasny, poprzedzony mieniącym się w niebieskich i żółtych barwach świtem, wystrzeliwuje słońce wysoko nad horyzont. Ono zaś ciekawskie zagląda przez każdą najmniejszą szparkę do naszych domów, tańczy na pościeli budząc wcześniej niż budzik,  rozgrzewa powietrze, parzy w duży palec u stopy.  W upalny dzień leniwie przechadza się przez nieboskłon, pilnując aby wszystko należycie i długo ogrzać. Rozpala ziemię stęsknioną za deszczem, rozchyla purpurowe płatki róż, usypia przyrodę zbyt zmęczoną, by żyć.
Na pożółkłych trawnikach tylko gdzieniegdzie kwitną kępki kończyny, przy których uwijają się niezmiennie pracowite pszczoły. Dla nich upał nie jest żadną taryfą ulgową. Ptaki zrobiły sobie sjestę, z rzadka słychać ich pojedyncze piski, siedzą wśród liści i czekają na chłód.  Nasz pies wstaje tylko po to, by zmienić miejscówkę na legowisko. Wypija wodę skąd tylko może, z basenu, pluskadełka dla ptaków, swojej miski. Leniwie płynie czas. Powietrze przepełnia zapach traw i rozkwitłej właśnie lipy, słodki i mdły a jednocześnie upajający. Wśród bzyków, bzyczków i ćwierkań słychać cykanie świerszcza. Liście mięty kuszą w szklance zimnej wody, a z półmiska uśmiecha się do mnie kilogram czereśni. Witaj lato!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...