Przychodzi taki dzień, trafia nas jak obuch, zmienia myślenie o tym co trwałe i "na zawsze". Oni, zawsze silni, zawsze na miejscu, zawsze o krok. Pokazują świat, uczą jak żyć albo jak nie żyć właśnie, są wyrocznią i znienawidzonym kodeksem praw i obowiązków. Z czasem stają się przyjaciółmi, którzy są gdzieś obok, ale zawsze są. Ich po tysiąckroć powtarzane mantry zaczynają nabierać sensu a nasz szacunek do nich rośnie. Doceniamy ich ciężką pracę w miarę, jak sami się z podobną mierzymy. Rodząc własne dzieci zaczynamy doceniać trud mamy, ich obojga w ciężkiej dla nas pracy. Są cały czas w gotowości. Aby pomóc, być blisko, być dla nas. W ciągłym o nas zamartwieniu. Zawsze wrażliwi na naszą krzywdę, na cierpienie. Ślepo niesprawiedliwi, do bólu lojalni. Do wszystkiego, na zawsze.
Ich włosy siwieją. Plecy przygarbiają. Palce sztywnieją i wykręcają. Bruzdy na czole stają się coraz głębsze. Nagle przestają rozumieć otaczający świat. Nagle ich poglądy są staromodne. Nagle zaczynają się powtarzać. Nagle przestaje im przeszkadzać kurz na szafce i rozlane mydło w łazience. Nagle bywają zmęczeni. Robią się małostkowi, śmieszni, irytujący. Nagle to oni potrzebują naszej pomocy sami niewiele już mogąc dać. Zapominają jak obsługuje się pralkę i do czego służy lokówka.
Wymagają naszej opieki. Trzeba im zmienić pieluchę jak oni nam zmieniali. Trzeba ich umyć jak oni nas myli i pomoc się ubrać jak oni nam pomagali. Trzeba nakarmić jak nas karmili i przymknąć oko na rozlane mleko jak oni wielokrotnie przymykali.
Już wiadomo, że nie będą na zawsze, jak opoka, jak bezpieczna przystań, trwający, czekający na nas, którzy realizujemy własne marzenia o szczęśliwym życiu. Egoistycznie psują nam to szczęście a ich starość dotyka nas pazurem zniechęcenia.
Rezygnując z własnego życia dla dziecka czujemy szczęście, rodzicom łatwo wystawiany rachunek, skrupulatnie podliczając każdą poświęconą minutę.
Nie każdy ma cudownych rodziców, ale każdy jakichś ma.
Ich włosy siwieją. Plecy przygarbiają. Palce sztywnieją i wykręcają. Bruzdy na czole stają się coraz głębsze. Nagle przestają rozumieć otaczający świat. Nagle ich poglądy są staromodne. Nagle zaczynają się powtarzać. Nagle przestaje im przeszkadzać kurz na szafce i rozlane mydło w łazience. Nagle bywają zmęczeni. Robią się małostkowi, śmieszni, irytujący. Nagle to oni potrzebują naszej pomocy sami niewiele już mogąc dać. Zapominają jak obsługuje się pralkę i do czego służy lokówka.
Wymagają naszej opieki. Trzeba im zmienić pieluchę jak oni nam zmieniali. Trzeba ich umyć jak oni nas myli i pomoc się ubrać jak oni nam pomagali. Trzeba nakarmić jak nas karmili i przymknąć oko na rozlane mleko jak oni wielokrotnie przymykali.
Już wiadomo, że nie będą na zawsze, jak opoka, jak bezpieczna przystań, trwający, czekający na nas, którzy realizujemy własne marzenia o szczęśliwym życiu. Egoistycznie psują nam to szczęście a ich starość dotyka nas pazurem zniechęcenia.
Rezygnując z własnego życia dla dziecka czujemy szczęście, rodzicom łatwo wystawiany rachunek, skrupulatnie podliczając każdą poświęconą minutę.
Nie każdy ma cudownych rodziców, ale każdy jakichś ma.
Komentarze
Prześlij komentarz