Przejdź do głównej zawartości

na (nie)nowy rok

Gatunek ludzki,chociaż może nie uświadamia sobie tego na co dzień, lubi rzeczywistość uporządkowaną, sklasyfikowaną i dającą się objąć w pewne ryzy. Nasi pra pra pra przodkowie kiedy tylko osiągnęli poziom IQ przewyższający temperaturę ich ciała skonstatowali, iż słońce wschodzi po jednej stronie widnokręgu i zachodzi po przeciwnej tylko po to, aby za jakiś czas wzejść znowu w tym samym  miejscu co poprzednio. Zauważyli również, iż cykl ten powtarza się w nieskończoność i w pewien sposób wyznacza ich pory odpoczynku i pracy. Kolejne inteligentniejsze pokolenia poczyniły obserwacje przyrodniczo - meteorologiczne zauważając, iż następujące po sobie w przyrodzie zjawiska są cykliczne i powtarzalne i dzieją się zwykle w odstępie podobnej ilości wschodów słońca. W wyniku takich i podobnych odkrywczych obserwacji jak również wzrostu poziomu intelektu wymyślono kalendarz, zegar i skutecznie uprzykrzono ludziom życie świadomością upływającego czasu. Ponieważ czas w przyrodzie biegnie cyklicznie mamy cyklicznie powtarzające się stycznie, zamiast po  prostu 69348 kolejny miesiąc. Oczywiście, co kraj to obyczaj i na całym świecie czas liczy się różnie, według różnych kalendarzy, zreformowanych lub nie, słonecznych, księżycowych oraz mieszanych. Wszystko jest umowne i równie dobrze nowy cykl mógłby zaczynać się pierwszego dnia wiosny, od kiedy przyroda budzi się do życia (co zresztą czyniono przed panowaniem Juliusza Cezara) albo od przesilenia zimowego, kiedy dzień staje się dłuższy.  Nowy Rok dla użytkowników kalendarza gregoriańskiego przypada 1 stycznia a ten znów fakt zawdzięczamy Juliuszowi Cezarowi. Jednak... co w nim nowego? Kolejna wiosna, ptaki znowu przylecą z daleka, kwiaty znowu zakwitną, zboża się zezłocą i zostaną ścięte a na koniec wszystko znowu zaśnie, aby przetrwać mrozy i śniegi. I tak ciągle, bez końca, co w tym więc nowego, może zatem powinniśmy świętować kolejny rok, a nie nowy rok? Lubimy jednak nowe. Nowy kojarzy się miło, łączy się z uczuciem radosnego podniecenia i jednoznacznego skojarzenia nowe - lepsze. Nowe auto jeździ szybciej chociaż podobnie jak to stare ma cztery koła, jest jednak piękniejsze i według zapewnień producenta bezpieczniejsze. Nowa sukienka wywołuje zazdrość wśród koleżanek budując nasze poczucie własnej wartości. Nowa dziewczyna lub chłopak zapewniają nowe, więc lepsze doznania i przeżycia, przynajmniej do czasu, kiedy jest nowy. Dlaczego zatem nowy rok miałby się kojarzyć inaczej? Z nowym rokiem wiążemy plany i nadzieje, że oto w magiczny sposób wspomagany niebotyczną ilością szampana wypitego w noc sylwestrową, rzeczywistość się odmieni i od kolejnego wschodu słońca nasze problemy znikną, nasze błędy obejmie amnezja a sama nasza chęć podjęcia diety spowoduje spadek wagi o kilka kilogramów. Euforystycznie nastawieni do nowej, lepszej rzeczywistości mającej się ziścić tuż po północy, życzymy wszystkim wszystkiego co najlepsze i co tylko można sobie zamarzyć. Ostatecznie fundujemy sobie masę frustracji, stresu i użalania się nad sobą z powodu niedotrzymanych obietnic danych samemu sobie. Oczywiście, moglibyśmy sobie 6 lipca powiedzieć: od jutra nie oglądam telewizji. Jakież to jednak trywialne, zwykłe i tak trudno potem policzyć, chwaląc się przed znajomymi, ile to już czasu upłynęło naszego trwania w postanowieniu. Od 1 stycznia łatwiej się liczy i przecież postanowienie noworoczne nobilituje nasze działanie do rangi zwycięstwa w mistrzostwach świata. 
Pierwszy stycznia jest jednym z krótszych dni w roku, przypada w czas astronomicznej i często również meteorologicznej zimy, sprzyja depresji, lenistwu i jest najmniej odpowiednim czasem dla nowych postanowień, ponieważ poziom motywacji w tym okresie roku wynosi mniej niż zero. 
Życzę Wam na ten kolejny rok więcej spontaniczności wynikającej z prawdziwej, szczerej chęci niż planowania powodującego frustrację. 
Choć tak naprawdę nic się nie zmienia zostaną lęki, zostaną marzenia, zostaną dawnych krzywd pamiętania, to do refleksji serce się skłania. Co się udało - a co nie wyszło; co miało być - a nie przyszło; co byśmy chcieli z pamięci wymazać, lub sercu inaczej rozkazać... Chwile radosne i te bolesne, całkiem zwyczajne i te podniosłe. Coś mija a coś przychodzi, może nasze życie osłodzi?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...

Wiedźmy też czasem płaczą

Wiedźmy też czasem płaczą. Z nieustalonego żalu za wolnością, nieskrępowaną i dziką, targającą włosami na wietrze. Taką, która wymiata z duszy niepokój, ból, troskę i smutek. Z tęsknoty za najczulszym dotykiem. Cichym w urwanym oddechu, w szepcie, w gęsiej skórce na plecach.  Z ciężaru wspomnień kładących się cieniem na każdym dniu. Ciążących ołowiem win, raniących kolcami kłótni, ziąbiących obojętnością wygasłych uczuć. Z bólu trącanych wzruszeniem strun duszy. Katując się dźwiękami szarpiących serce nut, rozdrapując stare zaschnięte rany do świeżej krwi. Z nadzieją, że jej czerwień i ciepło obudzą cokolwiek do życia. Z powodu pustych, nic nie wartych słów rzucanych na wiatr. Cichych obietnic zawartych w spojrzeniach, z których nie został już ślad. Nadziei, zdeptanych przez chichoczący los. Z powodu każdej błahej sprawy, co urasta do rangi tragedii. Siada na barki i pochyla w bezradności ramiona.  Z powodu każdego upadku, którego nikt nie może zobaczyć, z którego trzeba się p...