Przejdź do głównej zawartości

ku pamięci...

Pamiętam Ją tylko z ostatnich trzydziestu lat, podczas gdy przeżyła ponad 85. Pamiętam Ją wesołą, szczęśliwą, ale też smutną, płaczącą czy zdołowaną. Była wyjątkowa, jedyna, dla mnie i pewnie wielu osób niepowtarzalna, a pustka po niej dotkliwa i raniąca. Miała w sobie wiele ciepła i pokory, dzieciństwo w czasach wojny, bez matki, dorosłe życie na gospodarstwie wśród rodziny, starość.... No cóż, ostatnie lata w chorobie. Pamiętam jak śpiewała piosenki, jak uczyła mnie liter, jak czytała nam na dobranoc, kiedy rodzice musieli być w pracy, albo opowiadała je z pamięci, najlepiej na świecie. Jak pobłażliwie patrzyła na nasze brojenie, jak łagodziła gniew rodziców, jak pocieszała płaczące wnuki. Pamiętam koleżanki, szwagierki, kuzynki przyjeżdżające do Niej po to, aby się wygadać. Każdego wysłuchała, dawała dobre słowo a wszystkie sprawy zachowywała dla siebie. Opowiadała świetne historie ze swojej młodości, pamiętała wszystkie daty, nazwiska, wydarzenia i rocznice. Nie ma chyba na świecie osoby, którą by skrzywdziła, przeciwnie, wiele osób ogromnie wiele Jej zawdzięcza. Była ogromnie pracowita, skora do pomocy i życzliwa. Ale była jednak tylko człowiekiem, dlatego potrafiła się złościć, denerwować i krzyczeć. Życie Jej zresztą nie rozpieszczało, chociaż nigdy się nie skarżyła. Piekła pyszne pączki, kołocze, nikt tak cieniutko jak Ona nie skrobał ziemniaków a robiła to zawsze swoim ulubionym nożem. Uczyła nas szacunku do ziemi, zwierząt i ludzi. Pokazywała, że jedynie ciężką pracą można coś osiągnąć. Masło czy ser nie brały się znikąd tylko trzeba je było zrobić. Lubiła serek bieluch, kawę anatol rankiem i parzoną kawę z czarnego kubka po południu. Pijąc kreśliła łyżeczką kształty na serwecie. Była jedną z pierwszych "fanek" Klanu i Złotopolskich oraz programu "1 z 10".
Ostatnie lata żyła z chorobą. Taką, która odarła ją z pamięci, radości życia, godności i ostatecznie skazała na łaskę najbliższych. Jej aniołem stróżem została jej córka, na szczęście nie pielęgniarki w domu opieki. Pokonana przez chorobę odeszła po cichu.
Jutro pożegnamy Ją ostatecznie, bo tej, którą pamiętamy sprzed 10, 20 lub 30 lat już od dawna przy nas nie ma.  Wśród zasłużonych łez wzruszenia za jej życie, które zawsze było dla kogoś, przeplata się uczucie ulgi, że oto nadszedł kres jej ziemskiej męczarni.
Była dla mnie kimś wyjątkowym i w moim sercu na zawsze taka pozostanie.
Pokój Jej duszy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bez Ciebie

Było mi łatwiej nie pamiętać  bliskości Twoich szerokich ramion mapy pieprzyków na Twoich plecach  zagłębienia obojczyka linii szyi znajomej jak droga do domu Było mi łatwiej bez dotyku, zapachu bez znajomego uścisku  z pustym miejscem na plecach po Twoich ciepłych dłoniach  ...Niż z tym jednym przytuleniem Wróciła jak trzaśnięcie biczem pamięć o wszystkich chwilach spędzonych w tych ramionach o wszystkich tańcach z twoją dłonią na moich plecach, o gęsich skórkach pod twoimi palcami o małych i wielkich rozkoszach kiedy byłeś tak blisko Wróciły jak pazury lwa rozszarpujące zwierzynę  wszystkie ciche dni, wyrzuty wilgotne od łez oczy zagubione spojrzenia szukające stabilizacji lęk i niepewność przed tym co ucieka wzajemne pretensje, coraz głębsze rany i głuche milczenie, które tylko dzieli Nie chcę ich pamiętać  boli moja wina błędy i pomyłki uderzają w twarz coś było i uparcie tego nie ma jak człowieka w tym słynnym wierszu Szymborskiej  myśmy też umarl...

Mori

Znów mi smutniej na świecie, ubyło serdecznego śmiechu. Dobroci, co się nieproszona sama przejawia, pomocnej dłoni na kiepskie czasy. Prostoty rozumienia skomplikowanych spraw i przyjmowania tego co jest, jakby musiało być.  Znów mi tu bardziej samotnie. Jakby wszyscy tam uciekali. Do tej spokojnej krainy, zielonej od morza traw, spokojnej murem lasów na horyzoncie, błogiej błękitem bezbrzeżnego nieba. Dźwięcznej cykadami, słowikami i trzmielami. Pachnącej świeżym chlebem, który ktoś zostawił na drewnianym blacie. Znów coś już było po raz ostatni. Chociaż się wtedy nie wydawało. Podpełzło zdradziecko, zabrało. Ostatnie do widzenia dziś brzmi jak groteska. Teraz już wiem, że to co mi w pamięci zostało w ramkę muszę zamknąć ostatniego wspomnienia i hołubić w sercu na zawsze. Nie chcę się żegnać i tęsknić już zawsze. Wolę przed oczami Twój uśmiech wesoły.  Zostały żarty niewypowiedziane, wspólne kawy nie wypite, uściski skreślone przez śmierć. Okulary nikomu niepotrzebne, buty, k...

Anioł śmierci

Zabiłam już w sobie kilka razy ochotę na życie. Odbudowuję ją później mozolnie, kawałek po kawałku, składając dobre słowa jak cegły ocalałe po detonacji. Na nowo, od fundamentów buduję mury pewności siebie, radości z każdego dnia, ochoty na kolejny świt i wiary w to, że ten świat jest lepszy od tego po drugiej stronie. Czytam mój list do taty, próbuję odnaleźć siebie w tych słowach pełnych pewności i stanowczości. Teraz, kiedy znów zabiłam w sobie chęć do życia. Zabiłam milion razy setki pomysłów na siebie. Na piękno, zdrowie, dobre samopoczucie. Na ćwiczenia, spacery, rozwój i dobrostan. Zachłysnęłam się na chwilę i wyplułam z obrzydzeniem. Odrzuciłam, najdalej jak można, odwróciłam się plecami, udaję, że nigdy ich nie było. Żal przyćmiewam kolejnym papierosem, topię w perlistym prosecco, zagłuszam zbyt głośną muzyką. Nie patrzę w lustro, nie staję na wadze, nie chcę widzieć wszystkich wad i niedoskonałości. Nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej, jak tylko z mocnym wyrzutem.  Za...