Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2023

Wielka Artystka

 Znam wielką artystkę.  Poznałam ją w dresie i bez makijażu stojącą pod szkołą w oczekiwaniu na córkę. Ot, zwyczajna mama jakich wiele. Zawsze zaangażowana, czy to w klasową wigilię, czy w pieczenie babeczek, czy zabawy andrzejkowe dla pierwszej klasy. Ślązaczka z krwi i kości. Nie tylko dlatego, że tu się urodziła i wychowała, ale głównie dlatego, że w jej sercu goszczą wartości bliskie każdemu Ślązakowi. Dłuższy czas znałam ją tylko jako kobietę podobną do mnie, która stara się jak najlepiej wychować dzieci, zrobić zakupy, ogarnąć dom i przy tym wszystkim nie zwariować.  Później poznałam drugą Martynę. Taką, która przekonana o własnej artystycznej wartości, talencie i zdolnościach, przy tym bez krzty zarozumialstwa czy pychy wychodzi na scenę. Patrzę na nią i podziwiam za jej pewność siebie, odwagę, swobodę i naturalność. Osobiście czuje w sobie wielki niedosyt tych cech. A ona w swoim otoczeniu tworzy z kilkorgiem przyjaciół zespół, który jest tak samo niepowtarzalny ...

Może

 Może nie widać wciąż moich starań,  może wysiłki są nadaremne,  może mi już nie wychodzi ochota, Może zmęczenie zdobywa przewagę, Może siadłam sobie w kąciku, Zapłakałam cicho nad sobą, Złożyłam ręce w poddańczym geście, Zrezygnowałam z walki o wszystko. Może gubię się po raz setny, Może kompas pogubił kierunki, Może się chwieje moja pewność siebie, Może odwagi zaczyna brakować ,  Może się śmieje ze mnie przypadek, Że wpadam wciąż w jego okropne pułapki, Że nieporadnie wyciągam wciąż rękę W nadziei gasnącej, że mnie ktoś złapie. Może nie umiem w te wszystkie gierki, Może jestem zbyt prosta i głupia, Może za szczera w uczuciach i słowach, Może kłamstwami zdobywam odwagę, Może nie umiem powiedzieć nic na głos, Przelewam prawdę na kilobajty, Podaję na tacy szyfr do mojej duszy, Wydając się przy tym na biczowanie. Może nie potrafię uwierzyć na słowo, Może i czyny nie są mi dowodem, Może moja wiara za bardzo się chyli, Może nie uwierzę w nic i nikomu, Może już na zawsze ...

Mikołaj

 Pamiętacie swoje najbardziej niezwykłe wizyty Mikołaja?? W ogóle Jego wizyty? Ja miałam to szczęście, że do mnie kilka razy przyszedł. O szczegółach za chwilę, ale pomyślałam o tym dziś, kiedy staram się po cichu przygotować dzieciom niespodzianki, że miałam naprawdę szczęście. Do moich dzieci nigdy nie przyszedł żywy Mikołaj, nie licząc tego w przedszkolu. Ja pamiętam dwoje odwiedzin, a jedno - że się tak wyrażę - pośrednie. Zastanawiam się nad tym dziś, jako dorosła, jako matka, ile zachodu sprawiło moim Rodzicom sprawienie mi takiej niespodzianki. Dzisiaj wiem, że starając się zapewnić mi atrakcje w postaci Mikołaja (oraz diabła jednym razem !!) pokazali swoje uczucia do mnie. I chociaż wtedy rozmawiałam po prostu ze świętym Mikołajem, to dziś wiem ile frajdy i radości mają rodzice i jak bardzo muszą kochać swoje dzieci, żeby coś takiego im sprawić.  Pierwszy, którego pamiętam, to wtedy gdy miałam 4-5 lat (Mamo, uściślij). Wiem, że byłam wtedy tylko ja, ciemność za oknem, ...

Błogi stan

 Męczę się w moim ciele. Bardziej może nawet w umyśle. Nie od dziś. Spostrzegawczość i uważność na detale niczego nie ułatwiały. Jeśli musisz mieć ciągle zajęty umysł, do nauki włączasz radio. W autobusie czytasz lub liczysz śrubki na mocowaniu okna. Liczysz za każdym razem te same schody. Nie żyjesz tu i teraz, a raczej w innym świecie, który jest w Twojej głowie. Przeżywasz historie miłosne, prowadzisz niewybrzmiałe rozmowy, pozwalasz sobie na emocje, które na co dzień perfekcyjnie tłumisz. Burze i gradobicia emocji rozgrywają się tylko w Twoim wnętrzu. Są jak zamknięte w słoiku tornada. Nie wolno zdjąć wieczka, bo uwolni się żywioł. Nie wolno Ci przestać się pilnować, bo nie zatrzymasz tego. Złość w apogeum boli Cię w piersiach, zaciska Ci szczękę, związuje żołądek w supeł. Czujesz jak szaleje serce, ale wiesz, że nie możesz mu pomóc. Wszystko siedzi w Tobie głęboko, chwilami uśpione, przykryte warstewką lepszych wspomnień. Ale przecież nie znika. Czeka na ułamek sekundy, jedno ...

Szukam siebie

 Szukam siebie.  Wśród oczekiwań innych. Pomiędzy zawieszonymi dla mnie poprzeczkami. Odbijam się w lustrze cudzym wyobrażeniem. Rozważam siebie pomiędzy "powinnam", a "mogę". Strzelam pętami dawnych ograniczeń. Ciągle mi jeszcze wiele nie wypada.  Szukam siebie. W cudzych opowieściach. W historiach obcych ludzi. W uczuciach innych serc. Wśród sprzedawanych mi codziennie obcych mi pragnieniach. Pomiędzy zazdrością a szczęściem. Gdzieś na granicy tego, co prawdziwe. Szukam siebie. Przy zgiełku za ciasnych ulic. Przy gwarze pustych słów. Przeciw niespełnionym obietnicom i w zgodzie ze ślepotą losu. Między tym co niepowtarzalne, a tym co sztampowe. Wśród plastikowych, laleczkowatych ludzi. Wśród pięknych dusz, co lśnią jak diament. Szukam siebie. Pomiędzy wagą, a lodówką. Miedzy kieliszkiem wina, a filiżanką kawy. Między zachwytem, a goryczą porażki. Między ukochaną samotnością, a wytęsknionym towarzystwem. Między ciszą, a muzyką. Między wygodnym posłuszeństwem, a wa...

Ktoś mówi...

 Ktoś mówi "piękna", a ja liczę tylko zbędne kilogramy.  Ktoś mówi "mądra", a ja dopatruje się w tym szczerego sarkazmu. Ktoś mówi "super", a ja myślę, że miał na to lepszy pomysł.  Ktoś mówi "jesteś niezastąpiona", a ja myślę, że mógłby mi wytknąć milion pomyłek.  Ktoś mówi "fajnie że jesteś", a ja myślę, że lepiej gdyby mnie jednak nie było. Ktoś mówi "tęskniłem" a ja wiem, że poczuł tylko ulgę.  Ktoś mówi "co byśmy bez Ciebie zrobili", a ja myślę że ktoś inny zrobiłby to lepiej. Ktoś mówi "dasz radę", a ja bym wolała sobie odpuścić. Ktoś mówi, że jestem mądra, a ja szukam swoich błędów i wystawiam najgorszą ocenę. Ktoś mówi, że posłuchał mojej rady, a ja żałuję, że się odezwałam.  Ktoś mówi, że beze mnie sobie już nie wyobraża, a ja myślę, że ma ciasne horyzonty. Ktoś mówi, że jestem dobra w swojej robocie, a ja się czuję totalną porażką i chciałabym robić wszystko jeszcze lepiej.  Ktoś mówi, że świetnie...

Spacer

 Marzy mi się słoneczny dzień. Z przyjemnym miodowym słońcem delikatnie otulającym twarz i biegającym promieniami po rozwianych włosach. Z lekkim wiatrem. Takim muskającym szyję niczym jedwab. I droga. Naturalna, nierówna, wśród wysokich sosen, ciemnych buków i wyniosłych topoli. Z kamykami, które miałabym ochotę zabrać ze sobą na pamiątkę. Pachnącą wilgotnym mchem i mokrą ziemią. Z szeleszczącymi pod stopami liśćmi, które poruszone stopą pachną złotą jesienią. Z trzaskającymi pod nogą gałązkami. Z ciemnymi zaułkami gdzie za dnia chowa się wilgotna mgła. Z przejrzystymi polanami, wśród strzelistych sosen, pachnących żywicą i szyszkami. Taka droga wśród ciszy. Z odgłosem ptaków i spłoszonych saren. Gdzie własny oddech wydaje się zbyt głośny. Gdzie uciekają w niebo wszystkie trudne myśli. Gdzie twarz uśmiecha się do błękitnego nieba. Gdzie łzy płyną dając ukojenie. Gdzie zostawia się troski, problemy i żale. Gdzie zmęczone ciało daje poczucie szczęścia. Droga na której można zatrzym...

Niechciane łzy

 Nienawidzę tych łez... tych najbardziej niespodziewanych, po całym dniu szczerych i udawanych uśmiechów. Po tym, jak myślałam, że stoję na szczycie. Że potrafię być ponad to. Że gdzieś mała iskierka radości rozpaliła się w niewielki płomień. Po tym całym wmawianiu sobie że tak jest ok i będzie dobrze. Nagle wypełzają gdzieś z ciemnej głębi umysłu, dawno uśpionej, przysypanej świeżymi fotografiami wspomnień minionych miesięcy. Chowają się pod powiekami dając o sobie znać cichutko, prawie niezauważenie. Sączą się delikatnym strumieniem wprost do serca wnosząc zimno zwątpienia we wszystko i wszystkich. Pokrywają ołowiem moje ramiona ściągając je w dół bez wyraźnej przyczyny. Najgorzej, że wartkim strumieniem opanowują wszystkie zakamarki mojego umysłu. Świeżo zbudowaną podwalinę pewności siebie, początki fundamentu poczucia własnej wartości. Zmywają siłą tsunami i równają z ziemią. Ciche poczucie szczęścia zatruwają goryczą i bombardują milionem pytań zwątpienia. Chwilę spokoju duszy...

Marzę

 Marzę... O cichym miejscu z dala od ludzi. Wśród drzew, zwierząt i nieba. Pachnącego starym drewnem. Skrzypiącego pod stopami. Wygładzonego dotykiem dłoni. Ciepłego od ognia.  Marzę.... O samotności. Takiej, która nie boli. Takiej, która daje ukojenie. Otula jak kocyk, pozwalając zanurzyć się w myślach. Wycisza zmysły. Pozwala słyszeć szum krwi w żyłach.  Marzę... Żeby słuchać trzaskania ognia. Nocnej sowy szukającej połowu. Wycia wilka gdzieś daleko w lesie. Oddechu z głębi siebie. Marzę.... O nieskrępowanej nagości. O niemyśleniu o oczekiwaniach. O słodkim chłodzie na mojej skórze. O kroplach rosy pod stopami. O pustej głowie. Tak po prostu. Marzę... O zapachu wilgotnej ziemi. Żywicy z sosen. Lawendy zerwanej z ogrodu. Mięty parzonej w kubeczku. Mokrych włosów na poduszce.  Marzę.... O ciepłym dotyku dłoni. Uśmiechu w spojrzeniu. Pocałunku w szyję. Splątanych ciałach. Porozumieniu bez słów.  A najbardziej marzę... O odnalezieniu siebie. Wśród wszystkich grany...

Oczekiwania

 Wszystko na mnie krzyczy. Atakuje mnie swoim jestestwem, stałą, niewzruszoną obecnością. Wysyła podświadome sygnały pretensji o moje niewystarczające zainteresowanie. Sterty książek, którym obiecałam przeczytanie. Kawałki materiału, którym sprzedałam moją krawiecką wizję. Moje pomysły upchnięte w różne zakamarki domu. Na wpół zwiędłe  kwiatki, którym ślubowałam opiekę. Przygniatają mnie ciężarem swoich oczekiwań. Sama zawiesiłam poprzeczkę, a teraz potrzebuję pomocy, żeby jej dosięgnąć. Stoję przed nią i czuję jak z każdą chwilą wygrywa we mnie ochota przejścia dołem. Surowo określiłam wymagania wobec siebie, a teraz czuję że przegrywam własną bitwę. Odechciało mi się ścigać. Nie staje już do porównań. Dobrze mi w ciasnym kącie własnych rozczarowań. Znam przecież to miejsce od zawsze. Niektóre rzeczy przykryła warstwa kurzu, ale pamięć o nich i rumieniec wstydu wciąż są żywe. Ciężko mi stąd wyjść, coraz trudniej nosić maskę. Boje się że kiedyś spadnie w najmniej oczekiwanym m...

List do Taty #2

 Kochany Tato! Chyba nigdy tak do Ciebie nie powiedziałam. Onieśmielałeś swoim wycofaniem, milczeniem, powściągliwością. Nie byłeś wylewny, więc ja też nie byłam. Nie dałeś się poznać nawet za bardzo przez te ponad dwadzieścia lat. Codziennie byłeś obok, ale przecież ciągle za jakąś maską, zasłoną, ciągle odgrywając jakąś rolę, która przyjąłeś może zbyt pochopnie. Zamknięty w swoim świecie. Uciekający w muzykę, chyba w wyobraźnię, może w marzenia. Utalentowany, ale kto o tym wiedział... Inteligentny, ale czy ktoś dał Ci szansę? Dowcipny i sarkastyczny, a to zauważali zawsze.  Czy powiedziałabym Ci to dziś, kiedy mija już 13 lat odkąd Cię nie ma? Moja wyobraźnia nie działa tak daleko. Czy byłbyś bardziej siwy? Bardziej mrukliwy? Weselszy? Bardziej otwarty? Czy znaleźlibyśmy wspólny język? Czy byłbyś bliżej, czy oddalał się ciągle?  Widzę cząstki Ciebie w naszym codziennym życiu. W gestach Twoich dzieci, w charakterach Twoich wnuków. Coś Twojego ciągle w nas żyje. Dlatego c...

Ciemność

 Zastygam w ciemności. Oblewa mnie ołowianą smolistą czernią pochłaniającą wszystko dokoła. Studzi moje narowiste serce zimnem obojętności i wiecznej nicości. Czuję, jak wolno zakleja powieki czernią, w której nie widać już nic. Wlewa się do uszu odcinając szepty i złowrogie słowa.  Pieści moje ciało powolnym pocałunkiem, jak wytrawny w miłosnej gierce kochanek. Zalewa usta niezdolne od teraz nikogo skrzywdzić i nikogo pocieszyć . Znikam w niej z głębokim poczuciem ulgi. Znikam z oczu i myśli tych wokół. Jestem w tej czerni niewidoczna dla innych. Nie mam już niczego niezgodnego z oczekiwaniami. Nie mam już wad, ani zalet. Nie mam już praw, ani obowiązków. Serce nie tęskni za niczym. Płuc nie pali kolejny oddech. Nie noszę już masek, nie gram w przedstawieniu. Nie muszę już wysoko trzymać głowy, ani szukać mądrych słów.  Czekam, aż moja gorąca krew ostygnie na tyle, żeby nie być już w ogóle.  Ciemność przynosi mi spokój. Ukojenie rozedrganym nerwom. Rytm niespokojnem...

Jestem zmęczona

 Dlaczego na mnie tak patrzysz? Z tą uniesioną brwią. Szydzisz, jestem pewna. Czuje Twoją wyższość. Widzę ją w Twym lodowatym spojrzeniu. Nie mam już sił. Widzisz? Zmęczenie odbiera mi dech. Nie potrafię już oddychać pełną piersią jak Ty. Unosząc ją przy tym lekko . Słyszysz? Nie umiem się już śmiać. Nawet usta nie układają mi się w odpowiedni grymas. Tobie przy każdym uśmiechu zarysowują się kąciki ust i wyglądasz naprawdę pięknie. Ja co najwyżej krzywię się sztucznie w służbowej uprzejmości. Popatrz mi w oczy. Niczego nie zobaczysz. Są puste, martwe i szare. W Twoich jest nadal tyle życia. Tyle potrafisz nimi powiedzieć. Więc nie dziw się, że wiem co sobie o mnie myślisz, choć jeszcze nie powiedziałaś żadnego słowa. Umalowałaś się. Ładnie. Czemu nie. Ja dziś odpuściłam. Wczoraj też. I cały poprzedni tydzień . Nie, jutro nie będzie lepiej. Róż policzków mnie nie ożywi, czerwień ust nie doda życia, czarna kreska nie odetnie mnie od ciemności. Łzy popłyną krystaliczne. Ty nie ronisz...