Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2025

Myślodsiewnia

Chciałabym mieć myślodsiewnię Dumbledore'a. Dyrektor szkoły magii Hogwart posiadał magiczną czarę, do której mógł włożyć myśli wyciągnięte z własnej głowy. Te, które były zbędne, których było za dużo, które przeszkadzały w jasnym myśleniu. Być może wrzucał tam również te, które go smuciły, przerażały, przygnębiały. Ja bym na pewno tak robiła. Jest ich w mojej głowie za dużo po prostu. Ściskają się tam, kłębią, jak żmijowisko. Głównie te złe, szpetne, smutne. Strachy, obawy, lęki. Krzywdy, niesprawiedliwości, zło. Miliony informacji, obrazów, emocji. Wszystko trafia we mnie jak celny pocisk. Moja głowa przed niczym nie potrafi się ochronić. Chciałabym, żeby nie docierało do niej nic. Ciągle przetwarza, wyciąga z przeszłości, sprzed chwili, miesza i śle wizje. Męczy trwożliwe serce tysiącem złych obrazów. Nie potrafię ich wyrzucić, a przecież ich nie chcę. Czuję, że już tam jest za ciasno, że kąsają, atakują, nie potrafię uciec, przestać myśleć, nie panuję nad nimi. Nie mam ucieczki...

Dożynki

Dożynki zawsze były bliskie mojemu sercu. Jako wnuczka gospodarzy tematy rolnicze mam we krwi. Wychowana w poszanowaniu natury, ukochaniu jej darów i szacunku wobec jej potęgi. Małe gospodarstwa rozsiane po śląskiej ziemi są moim najukochańszym wspomnieniem minionych lat, a ich zmniejszająca się liczba smuci mnie ciągle. Nasz wyjątkowy Heimat upstrzony szybami kopalń, hałdami, ceglastymi familokami, kominami hut, a między tym wszystkim pocięte miedzami kawałki pól i łąk. Pasące się krowy, kozy. Zaprzątnięte do gospodarskich maszyn konie, kiwające łbami przy ciężkiej pracy. Na równi z traktorami i kombajnami. Wzajemne pozdrowienia i słynne: "Szczęść Boże". Któż bowiem jest bliżej Boga jak ten, który w codziennej pracy zachwyca się Jego dziełami. Mglistymi wiosennymi porankami, kiedy gnój parował na widłach. Rześkimi wschodami, kiedy nawet krowy niechętnie wstawały ze słomy. Wilgotną, świeżo zoraną ziemią gotową na sianie i sadzenie. Kwietniowymi deszczami dającymi życie. Majow...

Babeczki z rodzynkami

Czuję już na plecach oddech zbliżającej się imprezy, w której organizację włączyłam się wraz z koleżankami z koła gospodyń wiejskich. Reaktywowane KGW to poza moją osobą kilkanaście kobiet w różnym wieku, różnych zawodów, zainteresowań i poglądów. Jakoś tak się złożyło, że dobrze nam ze sobą, w naszym babskim towarzystwie. Ciężko nas porównać do podobnych formacji sprzed jeszcze choćby dekady. Kolorowe wianki, zwiewne spódnice i t-shirty z zaprojektowanym dla nas logiem. W końcu robić coś dla innych można i bez szumnego stroju. Pokazywać naszą kulturę i tradycję można też w dżinsach, ale za to z gorącym sercem. Ostatnio myślę gdzie byśmy były bez tych, którzy cicho i wiernie towarzyszą nam w tym wariactwie. Naszych mężów.  Siedzimy do późna na próbie. Śpiewy, teatry, kupa śmiechu i poważne rozmowy rozpływające się w gęstej czerni nocy. Ten jeden dzień, kiedy kto inny ogarnia kolację, kąpanie i mycie zębów. Kiedy ktoś siedzi sam na kanapie z pustym miejscem obok. Kiedy nie ma kogo z...