Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2024

Pocałunek w czoło

Można kogoś pocałować.  Dżentelmeńsko, w rękę, z szarmancją i delikatną czułością, kłaniając się przy tym odrobinkę i czasem patrząc głęboko w oczy.  Po przyjacielsku, w policzek, zostawiając na ułamek sekundy ślad swoich ust i ciepły zapach perfum. Jak kochanek, w usta, namiętnie, z pasją, zostawiając bez tchu i z rumieńcem na policzkach. Dla mnie najwspanialszy był zawsze pocałunek w czoło. Tak bardzo intymny, czuły, pozbawiony krzty seksualnego podtekstu. Opiekuńczy, matczyny, pełen przywiązania, miłości i troski.  Pamiętam, jak wychodząc wieczorem do swojego pokoju żegnałam siedzącego na kanapie tatę krótkim pocałunkiem w czoło. Czasem nie było okazji do rozmowy przez cały dzień. Czasem kłóciliśmy się zażarcie. Czasem tak samo mocno go nienawidziłam, jak kochałam. Ale kiedy siedział patrząc na film, a ja wychodziłam do siebie, stawałam za nim, wichrzyłam mu włosy i składałam krótki pocałunek w czoło. Gdy zamknę oczy pamiętam jeszcze zapach jego skóry i frakturę włosów...

Nie wycina się starych drzew

 W naszym ogrodzie stoi stara brzoskwinia. Kilka lat temu pełna zielonych błyszczących liści uginała się od ciężaru owoców. Pamiętam, jak z okrągłym brzuchem zbierałam je, obierałam i robiłam sok z myślą o małym Rysiu, którego miałam lada chwila urodzić. Jednego roku owoce były tak duże i piękne jak te na sklepowych półkach. Zajadałam się nimi zamiast śniadania i kolacji. Pewnego roku obsypała się różowymi kwiatami, po czym zrzuciła wszystko z siebie i od tego czasu stoi naga, jakby bezużyteczna, niezdolna rodzić, a jej popękana, łuszcząca się kora nawet nie czyni z niej ozdoby ogrodu. Stoi jednak nadal. Biedna starowinka użycza swoich gałęzi wiszącym doniczkom z kwiatami, jest drapakiem dla kotów i podporą dla dzikiej sadzonki bluszczu. Nieopodal szumią pełne młodzieńczego wigoru drzewa czereśni i śliwy, które jednak dopiero uczą się radzić sobie z porywistym wiatrem, zimowymi mrozami i kapryśna pogodą.  Nie mam serca jej wyciąć, zlikwidować, pozbawić naszego otoczenia jej wi...

ona

Spoglądam w lustro i nie wiem do końca, czy po prostu jej nie lubię, czy to już raczej jawne obrzydzenie tamtą, która na mnie spogląda. Nienawidzę jej. Podstarzała, zaniedbana, bez ambicji. Jestem na nią zła, za te starzejące się oczy, o których za chwilę nikt już nie powie, że piękne. Krzywe kreski, ledwie maźnięte rzęsy, brwi raz są, a raz ich nie ma. I jakieś ostre spojrzenie, całkiem nie moje i nie pasujące do mnie. I te kolejne podbródki, zero kształtu, brak rysów i wyrazu. Przegapione trzydzieści kilo, zaniedbane piersi obwisłe, dawno już bezużyteczne, fałdki, oponki i przygarbione plecy. Brak chęci, motywacji, wysiłku. Wszystko w głowie a nic naprawdę.  Te zapomniane pomysły, zrywy nagłe, przebrzmiałe, po których jej został niesmak i żal. Wymyślić, nie zrobić, zapomnieć, zepchnąć w otchłań najdalszą. Smutek, smutek i wiecznie ten smutek... Co z tego, że uśmiech, co z tego, że zabawnie. Zawsze ten cierń, kolec, nic mi się nie chce i znowu to życie. Wstać, połknąć, wypić, zje...