Kilka wirujących taktów porwało moje serce daleko. Skoczne i żywe nuty wybudziły go z bezpiecznego letargu. Czuję, jak w żyłach zaczynają pulsować ćwierćnuty, jak płuca pracują pod takt siedem ósmych. Między palcami przebiega melodia, jakbym mogła jej dotknąć i poczuć. Następny krok stawiam, jakbym miała tańczyć. Lekko i na palcach. W środku wszystko wiruje, spływa miękko do bioder i tam zostaje na dłużej. Palce same pstrykają, przymykam rozmarzone oczy, żeby lepiej słyszeć. Spływa na mnie fala prawie fizycznej pieszczoty, kiedy każdy dźwięk i rytm spływa od czubka głowy przez ramiona i w dół powodując skurcze brzucha. Chciałabym w takiej chwili być gdzieś daleko, całkiem sama i wolna. Pozwalać słońcu całować się po twarzy, nie przejmować się fryzurą, którą szarpie wiatr. Dać mu wywiać z umysłu myśli złe, przykre, smutne. Obawy i lęki. I to, że nigdy i to, że zawsze. Zmarnować czas na siedzeniu w półuśmiechu z głową pełną przyjemnych myśli. Pozwolić łaskotać się trawom i wyobrażać...
"Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" /J.Słowacki/