Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2019

Wybacz

Wybacz, że nie kupiłam dla Ciebie tych kilku bułek. Ale wiesz, jakoś tak byłam zamyślona bardzo nad tą niebieską sukienką, czy jeszcze do niej się zmieszczę, czy trzeba już sobie darować a przecież tak mi zależy ładnie przy Tobie wyglądać... Więc jakoś tak wyszło, ja wyszłam i nie kupiłam. Więc wybacz... I wybacz że się nie uśmiechnęłam do Ciebie dzisiaj, wiesz ,kiedy na mnie spojrzałeś. Jakoś tak zapomniałam i myślami byłam gdzie indziej i znowu kolejna szansa uciekła niepostrzeżenie... I wybacz że dziś na Ciebie nie nakrzyczalam wcale. A przecież zawsze krzyczę porządnie, ze strachu, troski , zdenerwowania. Bo Ty mnie obchodzisz przecież i Twoje błędy mnie ranią. A dziś wykipiało mleko i zwiędły dwa kwiatki w wazonie i posypywali drogę. Więc jakoś tak nie zdążyłam, zapomniałam i nie krzyczałam. I wybacz że nie dotknęłam Cię za żadnym razem gdy przechodziłam obok. Zawsze miałam coś w ręku, gdzieś się strasznie spieszyłam a potem to już wyszedłeś i znowu ja nie zdążyłam. I wybacz ż...

Tym którzy odeszli

Tyle ich ostatnio odeszło... Za szybko... W pośpiechu. Bez do widzenia. Zostawiają po sobie niedopitą herbatę, nieprzeczytane wiadomości, nieodebrane telefony, rozłożoną gazetę na stole. Potworną pustkę. Ich nieobecność jest bardziej widoczna od życia. Przecież byli tu o krok, na wyciągnięcie ręki, na długość spojrzenia, na zasięg szeptu. Komentowali wiadomości, posapywali przy wstawaniu z fotela, kasłali po soku malinowym. Kakofonia ich dźwięków tworzyła naszą codzienność. Zapach unosi się jeszcze, tak zwodniczy jakby jeszcze tu byli. Koszula w koszu na pranie, nieuprzątnięte skarpetki, wyleżana poduszka. Są wszędzie a przecież już ich nie ma. Spozierają że zdjęć z fałszywym uśmiechem dającym złudzenie szczęścia. Jeszcze przecież wczoraj, przed chwilą... Pustka dotkliwa, bolesna, prawie namacalna, we wszystkich miejscach gdzie ich już nie ma. Spieszą się gdzieś, uciekają, znikają nagle zostawiając nas żywych w smutnym zdumieniu. Bo dokąd? Czy im coś więcej obiecano? Czy wiedzieli coś...

ku pamięci...

Pamiętam Ją tylko z ostatnich trzydziestu lat, podczas gdy przeżyła ponad 85. Pamiętam Ją wesołą, szczęśliwą, ale też smutną, płaczącą czy zdołowaną. Była wyjątkowa, jedyna, dla mnie i pewnie wielu osób niepowtarzalna, a pustka po niej dotkliwa i raniąca. Miała w sobie wiele ciepła i pokory, dzieciństwo w czasach wojny, bez matki, dorosłe życie na gospodarstwie wśród rodziny, starość.... No cóż, ostatnie lata w chorobie. Pamiętam jak śpiewała piosenki, jak uczyła mnie liter, jak czytała nam na dobranoc, kiedy rodzice musieli być w pracy, albo opowiadała je z pamięci, najlepiej na świecie. Jak pobłażliwie patrzyła na nasze brojenie, jak łagodziła gniew rodziców, jak pocieszała płaczące wnuki. Pamiętam koleżanki, szwagierki, kuzynki przyjeżdżające do Niej po to, aby się wygadać. Każdego wysłuchała, dawała dobre słowo a wszystkie sprawy zachowywała dla siebie. Opowiadała świetne historie ze swojej młodości, pamiętała wszystkie daty, nazwiska, wydarzenia i rocznice. Nie ma chyba na świecie...

magiczna choinka

To trwało tylko ułamek sekundy. Mgnienie chwili, kiedy poczułam się przeniesiona w czasie do lat bezpowrotnie minionych. Do siebie w wersji kilkunastoletniej, w naciskiem na kilku. Jakby za sprawą magicznej różdżki ktoś pozwolił mi poczuć atmosferę, klimat i ciepło mojego domu z dawnych czasów. Domu w którym mieszkało siedem osób, dwa pokolenia i milion problemów. Domu w którym u babci zawsze palił się ogień w piecu, a na nim stał czajnik pełen wrzątku. Zawsze można było napić się ciepłej herbaty, dostać ukrywane przed dziadkiem ciasteczko, kawałek czekolady albo  jabłko. Można było usiąść i nawet nic nie mówić, ale ogrzać się w przyjemnym cieple pieca i ludzi. Można było uciec przed zagniewaną mamą, która akurat rzucała gromami. Można było posłuchać dawnej historii o czasach wojny opowiadanej przez babcię, pośpiewać z nią piosenki, albo nauczyć się zabawnej rymowanki. Święta zawsze były ciepłe, pachniały sosnową żywicą, makówkami, karpiem, pomarańczami i maślanymi ciasteczkami. Na...

na (nie)nowy rok

Gatunek ludzki,chociaż może nie uświadamia sobie tego na co dzień, lubi rzeczywistość uporządkowaną, sklasyfikowaną i dającą się objąć w pewne ryzy. Nasi pra pra pra przodkowie kiedy tylko osiągnęli poziom IQ przewyższający temperaturę ich ciała skonstatowali, iż słońce wschodzi po jednej stronie widnokręgu i zachodzi po przeciwnej tylko po to, aby za jakiś czas wzejść znowu w tym samym  miejscu co poprzednio. Zauważyli również, iż cykl ten powtarza się w nieskończoność i w pewien sposób wyznacza ich pory odpoczynku i pracy. Kolejne inteligentniejsze pokolenia poczyniły obserwacje przyrodniczo - meteorologiczne zauważając, iż następujące po sobie w przyrodzie zjawiska są cykliczne i powtarzalne i dzieją się zwykle w odstępie podobnej ilości wschodów słońca. W wyniku takich i podobnych odkrywczych obserwacji jak również wzrostu poziomu intelektu wymyślono kalendarz, zegar i skutecznie uprzykrzono ludziom życie świadomością upływającego czasu. Ponieważ czas w przyrodzie biegnie cykli...