Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2019

Nigdy bym sobie tego nie wymyśliła

Marzyłam, ale moja wyobraźnia nie stworzyła nawet w części tego, co przydarzyło mi się naprawdę. Nigdy bym nie oczekiwała tego , co mam. Nie myślałam że los ześle aż tyle. Nigdy bym sobie tego nie wymyśliła. Tych niebieskich oczu patrzących z ufnością. Tych usteczek rozciągniętych w uśmiechu szczęścia. Tych loczków płowych i szczeciny złotej. Tych rączek zaciskających się na szyi. Tego "mamo" po tysiąc razy. Tych łez jak diamenty. Tych policzków z czekolady. Tych stopek pełnych łaskotek. Tych brzuszków okrągłych. Tych słów "kocham Cię" na dobranoc. Tej obrażonej minki, która rozśmiesza do łez. Tych niezliczonych momentów wzruszenia. Tego cierpienia, które chce się przeżyć. Tego pierwszego widoku. Tych pierwszych uśmiechów na dźwięk mojego głosu. Tych zasypiań na moim ramieniu. Tych nocy, których nie chciało się przespać. Tych chwil, których nie chciało się stracić. Tych ważnych momentów, których nie chciało się przegapić. Tego szczęścia. Tej...

Jaki piękny świat

Krajobraz moich czasów. Pojedyńcze drzewa wśród nielicznych traw na skrajach blokowisk, wystających do nieba jak wielkie dęby. Tak samo wielkie, mniej wieczne. Połacie betonu, kostki brukowej i asfaltu, żeby czasem coś nie wyrosło. W oddali kominy, ledwie widoczne w tym mgliście smogowym powietrzu. Powietrze wypełnione po brzegi, z każdym oddechem czuję, jak umiera kolejna moja cząstka, zamieniając się w jakaś groźną przypadłość. Spaceruję. Nikt już nie spaceruje. Tylko jeden starszy pan z pieskiem, codziennie o tych samych porach. Ale on jest z innych czasów, gdzie życie było wolniejsze a ludzie mogli spacerować. Obok mnie wszyscy prawie biegną, wyprzedzają mnie z gniewnym wyrzutem. Bardzo się spieszą, a ja wcale. Już przecież nie muszę. Cały wyścig po sens zostawiłam za sobą, przegrałam z kretesem, nie chciałam się rzucać, zdobywać, niszczyć, pokonywać, być ciągle lepsza, w walce o siebie, o stanowisko o kilka liter przed nazwiskiem. Zostałam gdzieś na trzecim etapie i tak walkowerem...

Do jutra

Do jutra, czy może już nie...? Czy aby na pewno, czy się skończy na dzisiaj i żadne jutro już nie nadejdzie, choć ponoć przecież nie nadchodzi nigdy? I skąd ta pewność, że jeszcze kiedyś, w jakichś tam innych okolicznościach, w innej scenerii, z innym humorem i wszystkim innym niż jest teraz? Teraz jest teraz a jak to stwierdzić,  kiedy zaczyna się jakieś potem, gdzie jest granica, i w tym zamyśle już coś uciekło i już ta chwila sprzed chwili to już jest , co było. I w tym płynięciu, w tym nurcie leniwym, w tym rozleniwieniu umysłu i serca mija kolejna godzina, dzień, tydzień, rok, życie. Do zobaczenia. A jeśli nie? Jeśli wstawszy, wyszedłszy, już nigdy więcej się nie zobaczymy. I co powiedzieć? Bo jeśli jeszcze kiedyś, to nie ma sprawy, dopowiem, dopytam, będę mieć czas. A jeśli już nie? To co powiedzieć, czego nie mówić, o co zapytać a co przemilczeć? Czy uścisk ręki dzisiaj wystarczy, czy jeszcze kiedyś będzie mi dany, czy raz ostatni uścisnąć szczerze? Czy gdyby z nieba...