Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2018

al(e)chemia

Chciałabym wśród zwykłych, prostych ludzi uczciwie żyjących sobie w spokoju i niemających nic wspólnego z jakąkolwiek gałęzią naukową, znaleźć kogokolwiek, komu na co dzień przydaje się wiedza, który pierwiastek jaki ma symbol, liczbę atomową i co z tego wynika, w której grupie i okresie leży dajmy na to tlen i dlaczego oraz ile i jakich wiązań między pierwiastkami tworzyć może węgiel. Owa wiedza tajemna wpajana uczniom na lekcjach chemii ulatuje jak hel leciuchny i nie pozostawia w zasadzie niczego głębszego po sobie. W dorosłym życiu układ okresowy interesuje nas o tyle, czy po wspólnym w parze układaniu Ona dostała okres czy nie i co z tego faktu wynika. Ten wynik to już bardziej kwestia biologii, więc nie wnikajmy. Czcigodny  Dmitrij Iwanowicz Mendelejew za swą genialną tablicę zyskał zapewne wszelkie możliwe wyrazy uznania, za życia i po śmierci, od świata nauki, zaś od kolejnych pokoleń uczniów bukiet kwiecistych przekleństw za konieczność uczenia się tej kobyły na ...

śmiertelnie poważnie

Życie z reguły jest dosyć zabawne. Zaczyna się z takiej strony, że lepiej nie komentować... no a potem jest tylko śmieszniej. Wszystkiego się w pocie czoła trzeba uczyć - chodzić, mówić, używać sztućców chociażby, aby to na koniec wszystko zapomnieć. Biegamy od  świtu do nocy aby być wreszcie szczęśliwym i zazwyczaj braknie nam czasu aby się tym szczęściem nacieszyć. Właśnie w takiej chwili życie robi się śmiertelnie poważnie. Nie pyta, nie ostrzega, nie przeprasza. Kończy się nagle, ostatecznie, nieodwołalnie i w najmniej spodziewanym momencie. Nikt nigdy nie jest na nią gotowy, choćby miał sto lat albo długo i ciężko chorował. Śmierć. Dotyka nas szponami strachu, bólu i żalu zabierając bliskie osoby nie wiadomo gdzie i zawsze zbyt wcześnie. Cudza i daleka nas nie interesuje, nie obchodzi, o tyle tylko, że z ulgą stwierdzamy, że tym razem to nie nam się przytrafiło, tylko tym "innym". Skoro chorował, to wszyscy się spodziewali, skoro umarł nagle, no to się n...

co by było gdyby...?

a gdyby ON wtedy powiedział "tak"...? W życiu ważne są tylko chwile, a niektóre z nich ważne są podwójnie, bo decydują o reszcie naszego życia. Alegoria rozstaju dróg jest tutaj jak najbardziej na miejscu, stoimy w obliczu wyboru jednej z dwóch (trzech, kilku) możliwości a każda decyzja będzie w jakimś stopniu dobra i zła i nigdy, ale to nigdy nie dowiemy się, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy podjęli inną decyzję. Nieraz jednak o naszym losie decyduje inna osoba i jego/jej krótkie "nie" lub "tak". Tak niewiele a tak wiele może zmienić. Nie wiem i nigdy się nie dowiem jak potoczyłoby się moje życie, gdyby ON wtedy, kilkanaście lat temu, powiedział "tak". Czy nadal bylibyśmy razem, czy też monotonia i zwyczajność obdarłaby nasze życie ze złudzeń? A obnażywszy nasze codzienne oblicze oddaliły nas od siebie na stałe. Być może nie. Być może mielibyśmy dość udane życie, przy porannej kawie rozmawialibyśmy o smaku pasztetowej na kanapkach, droż...

świetni święci

Moja babcia ilekroć zdarzyło jej się (a zdarzało się często) podziać gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu swój ulubiony nóż, a poszukiwania nic nie dały, no bo "diabeł ogonem nakrył", modliła się pospiesznie do św. Antoniego, aby ten nóż jej w wolnej chwili znalazł. Antoni widać niewiele w niebiosach ma do roboty, bo zawsze po chwili nóż się znajdował. Dla kilkuletniej dziewczynki zakrawało to niemalże na cud! Babcia tylko powtarzała: "ilekroć coś zgubisz, módl się do św. Antoniego bo to święty od rzeczy zgubionych". Ja tam na miejscu babci modliłabym się raczej do świętej Rity od spraw beznadziejnych, bo raz że zgubienie TEGO noża, którym babcia skrobała ziemniaki, kroiła chleb i drapała się w trudno dostępne miejsca na plecach było sprawą beznadziejną a dwa, że znalezienie go w takiej ilości miejsc do zgubienia było po prostu niemożliwością. Sądzę, że święty Antoni biegł wśród niebieskich dróg do świętej Rity i na prośbę babci oboje tego noża szukali! Moja babcia...

o starości bez radości

Nikt nie chce umierać młodo. Ba! Któż w ogóle chce umierać? O umieraniu nie myślimy, bo to przykre, przypominamy sobie o tej smutnej konsekwencji życia na pogrzebach i sru! pod dywan codziennych spraw ląduje ten smutny temat. Większość z nas chciałaby dożyć starości i odejść z tego świata, kiedy życie go znudzi, a nie wtedy, kiedy życie znudzi się nim...  80 lat...90 lat... mówimy piękny wiek, żeby tak człowiek dożył! I zaraz dopowiadamy: w jako takim zdrowiu. A właśnie to zdrowie często nie jest ani jakie ani takie. Starość potrafi być okropna, obedrzeć człowieka z godności, dumy, zedrzeć maskę noszoną całe życie aby uwypuklić, uwidocznić wszystkie złośliwe cechy charakteru tak skrzętnie przez dziesięciolecia skrywane. Starość przykuwa ludzi do wózków, rurek, woreczków, odbiera siły, rozum, wolę. Tak jakby się chciała z nami założyć, że nas do tego życia ostatecznie zniechęci. Co jej się zresztą bardzo często udaje.  Starość zabrała też moją babcię. I nie chce oddać rz...

o dżentelmenach, całowaniu w rękę i Danucie Rinn

dżentelmen ,  gentleman  [ wym.  dżentelmen] «mężczyzna elegancko ubrany, mający dobre maniery» / Słownik Języka Polskiego PWN/ Dżentelmen  – współcześnie mężczyzna  o dobrym, uprzejmym, wspaniałomyślnym i kurtuazyjnym zachowaniu, bardzo miły. /Wikipedia/ Z kart słownika PWN jawi się dżentelmen jakiego znamy - elegancki mężczyzna cechujący się niewymuszoną elegancją i dobrymi manierami, nie tylko w stosunku do kobiet ale i do innych w ogóle. Mnie słowo dżentelmen przywodzi na myśl statecznego pana w średnik wieku z końca XIX wieku, ubranego elegancko, w lakierkach, z zegarkiem na łańcuszku, monoklem, cylindrem i laseczką, koniecznie z pięknym wąsem.Takie tam... moje... W końcu określenie angielskie gentelman przysługiwało niegdyś jedynie wysoko urodzonym, bez względu na to, jakie posiadali maniery. Przyjęło się jednak z czasem, że dżentelmen musi potrafić się zachować, a także ubrać, o czym Wikipedia zdaje się zapomnieć. Albo raczej stara się uwspółc...